Małymi kroczkami zbliżają się Święta Bożego Narodzenia,poczujmy je już teraz.Wpisujcie fajne życzenia (z pewnością skorzystam z nich wypisując kartkę świąteczną do znajomych)ale też opowiadania czy cytaty związane z jakże pięknymi świętami. :)
"Drzewo podarunków"
"Dając, otrzymujemy" - św. Franciszek z Asyżu
Byłam samotną matką czworga małych dzieci i pracowałam za minimalne wynagrodzenie. Zawsze brakowało nam pieniędzy, ale mieliśmy dach nad głową, jedzenie na stole i ubrania na grzbiecie. Nie było to zbyt wiele, ale nam wystarczało. Moje dzieci wyznały, iż w tamtych czasach nie miały pojęcia, że jesteśmy biedni. Myślały po prostu, że ich mama jest oszczędna. Zawsze byłam i jestem z tego zadowolona.
Był czas świąt Bożego Narodzenia i chociaż nie mieliśmy pieniędzy na wiele prezentów, postanowiliśmy, że uczcimy je w kościele, na spotkaniach z rodziną i przyjaciółmi oraz wyprawach do centrum, gdzie paliły się kolorowe gwiazdkowe światełka. Zaplanowaliśmy również świąteczny obiad i udekorowanie domu.
Najwięcej radości sprawiały dzieciom bożonarodzeniowe zakupy w centrum handlowym. Rozmawiały o tym całymi tygodniami, pytając dziadków i siebie nawzajem o wymarzone podarunki na Gwiazdkę. Byłam tym przerażona.
Zaoszczędziłam na prezenty tylko sto dwadzieścia dolarów, które musieliśmy podzielić między naszą piątkę.
Nadszedł wreszcie ten wielki dzień. Wstaliśmy bardzo wcześnie. Wręczyłam każdemu dziecku czek na dwadzieścia dolarów i przypomniałam, że mają szukać prezentów w granicach czterech dolarów. Rozeszliśmy się po sklepach. Dałam im dwie godziny na zakupy, a potem mieliśmy się spotkać przy wystawie ze Świętym Mikołajem.
Gdy w świątecznych nastrojach wracaliśmy samochodem do domu, śmialiśmy się i przekomarzaliśmy na temat zakupionych podarków. Tylko moja młodsza córka, ośmioletnia Ginger, była zadziwiająco spokojna i milcząca. Zauważyłam, że jedynym rezultatem jej świątecznych zakupów jest mała, płaska torebka. Była na tyle przezroczysta, że zdołałam dostrzec kilka czekoladowych batoników; batoników po pięćdziesiąt centów za sztukę! Byłam strasznie zła!
Miałam ochotę nakrzyczeć na nią i zapytać, co zrobiła z tymi dwudziestoma dolarami, które jej dałam. Nie odezwałam się jednak do końca podróży. W domu wezwałam ją do siebie i zamknęłam drzwi sypialni. Byłam gotowa się znowu rozzłościć ale najpierw zapytałam ją o pieniądze. Oto co mi odpowiedziała:
- Rozglądałam się dookoła i zastanawiałam się co kupić. Wtedy zatrzymałam się przy "Drzewie podarunków" Armii Zbawienia i zaczęłam czytać kartki z życzeniami, które tam wisiały. Jedna kartka była od małej dziewczynki, miała cztery latka a na Gwiazdkę chciała tylko lalkę z ubrankami i grzebykiem. No więc zerwałam tę kartkę, kupiłam lalkę i grzebyk a potem zaniosłam je na stoisko Armii Zbawienia. Reszta, która mi pozostała starczyła tylko na czekoladowe batoniki - ciągnęła Ginger: - Ale my mamy przecież tak wiele, a ta dziewczynka nie ma niczego.
Nigdy nie czułam się taka bogata, jak tamtego dnia.
afrodyta39
🕒 06-11-2011 17:33
Afrodytko dzięki że jesteś spowrotem, rozumiem że potrzebowałaś chwili wytchnienia.
annaspyrka
🕒 06-11-2011 17:58
A może ktoś z Was ma jakiś sprawdzony przepis na schab pieczony tylko aby nie był ze śliwką.Trzeba zacząć już myśleć co zrobić do jedzenia na te święta.Może macie jeszcze jakieś inne sprawdzone przepisy....
afrodyta39
🕒 06-11-2011 18:12
Jak obyczaj stary każe,
według naszych ojców wiary,
z dniem Bożego Narodzenia
pragnę przeslać Ci życzenia.
Niechaj gwiazdka betlejemska,
co zaświeci nam o zmroku,
zaprowadzi Cię do szczęścia
w nadchodzącym Nowym Roku.
P.S.
Niestety żadnych przepisów nieznam
RedDevil512
🕒 06-11-2011 19:01
A ja znam takie życzenia na wesoło :
Renifer Rudolf już grzeje kopyta,
Mikołaj w pośpiechu prezenty chwyta,
niech wszystkie smutki wnet pójdą w kąt
- ja dziś Ci życzę Wesołych Świąt! :)
afrodyta39
🕒 06-11-2011 19:15
Ilekroć dajesz choć odrobinę nadziei tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego, moralnego i duchowego ubóstwa - nastaje Boże Narodzenie ...
===Matka Teresa z Kalkuty===
afrodyta39
🕒 07-11-2011 00:50
Kiedy rozmyślasz o narodzinach Jezusa - Synu Boga,
Niech twoje serce nie ogrania już więcej trwoga.
On Księciem Pokoju jest i Bogiem Wszechmocnym,
Przyszedł na świat, by zbawić od grzechów i śmierci każdego
człowieka
On dzisiaj przychodzi do nas w drugim człowieku, wyciąga swe ręce.
Niech w Twoim sercu, niech w Tobie nie będzie zimniej niż w tamtej
stajence.
Dlatego, musimy uczyć się miłości do Pana Jezusa.
Dlatego, musimy podawać sobie ręce.
Dlatego, musimy się uśmiechać do siebie.
Dlatego, musimy sobie przebaczać.
Betlejem jest blisko, jest na odległość ludzkiego serca,
Na odległość otwartych szeroko ramion,
Na odległość dłoni otwartej,
Betlejem jest blisko. Każdego dnia możesz tam
dojść!
Kiedy zasiądziemy do stołu w ten najpiękniejszy
wieczór w roku, w wieczór narodzin Syna Bożego, rozśpiewany i pełen
spokoju, pomyślmy o człowieku, który jest od ciebie na odległość myśli....
Zanućmy pieśń ku chwale Boga z człowiekiem, który
jest na odległość naszego głosu.
Spoglądnijmy sobie z miłością w oczy, tak serdecznie może nie pierwszy raz i wzruszenia łzy niech się potoczą, że dobroci tyle jest w nas.
elaroza
🕒 08-11-2011 00:37
Gwiazdy z nieba,których nie dotkniecie!
Marzeń spełnienia, których nie osiągniecie!
Radość,w życiu tak ciężkim i tragicznym.
Uśmiechu, pustego słowa w moim słowniku!
Wiary która jest chwiejna jak wiatr zadmucha
Szczęścia niewidzialnego oczyma...
Może świata u stóp i wielu z nim przymiotników
Wiem czego Wam mogę życzyć
Bądźcie sobą przez każdą chwilkę w życiu.
Która mija nas jak wiatr i czas lecący.
Bądźcie takimi jakimi Was Bóg stworzył.
Nie znających potencjału drzemiącego -
cech ani negatywów.
Jesteście ludźmi zatem nimi pozostańcie.
Właśnie takimi których kocham najbardziej!
Z dobrem i złem w wnętrzu osobowym,
z charakterem ciężkim i nieprzetworzonym!
Gdyż pięknem jesteście takim jak pozostaliście stworzeni...
Cóż ja będę mógł później do was pienić?
Gdy każdy z Was będzie ideałem.
No bo chciałabym pisać,
o dobru i złu w nas Samych...
Powodzenia i walki, sukcesu i ewentualnych darów,
w postaci cech charakteru,
Uśmiechu, przyjaciół, pogody ducha.
Słońca świecącego w dni ciemne i pochmurne!
Dróg dobrych i ścieżyn życia, losu łatwego!
Zdrowia by móc w nimi brnąć
dobrego ducha wiary i myśli...
beti0x
🕒 08-11-2011 13:08
Bożego Narodzenia noc wśród nocy grobów,
Wysoko świeci jasna gwiazda betlejemska,
Błyszczy na śniegu, coraz bliższy, bardziej ziemska,
Osioł i wół żują sen nocy zimowej u żłobu.
Między osłem i wołem wróbli świergotanie
Wesołe, chwila, gdy opuszczając niebiosy
Góry ziemi łagodnie klękają na sianie
Przed tobą, dziecko ludzkie, zrodzone tej nocy.
Zniosą ci barwy ziemi, wszystkie świata mowy,
Dziecko ludzkie, leżące na sianie stajenki,
Gdzie zlatują się ptaki, by jeść z twojej ręki
Maleńkiej, i gdzie puszy się gołąb tęczowy.
Tak życie, rozjątrzone przez śmierć i przez nędzę,
Rozszerza się w swej głębi posępnej milczeniu
I aby nic nie stracić, snuje z siebie przędzę
I określa rzecz każdą we własnym jej cieniu,
Wypruwa z niej kształt mowy i smak wydobywa
Nieznany, smak anielski oszczędnego chleba,
Którego okruszyny jak ptakom niebieskim
Rzuca nam w lód okuta, twarda rękawica.
Głód wynosi ku niebu te pokarmy ziemskie,
Treść ich umrzeć nie daje, ale nie nasyca.
W tę noc ma wszystko cichą przejrzystość księżyca,
Jak w baśni rzeczy nic nie wiedzą o ciężarze.
Ciemność liże nam dłonie jak dobra wilczyca
I ciepły blask od ognia pada nam na twarze.
Patrz! gołąb śniegu rozleciał. Ma tęczę na szyi.
To radość grucha ku nam, nocy zimowej dziecię.
Ciężko stąpa wół płowy, którego jeszcze nie zabili
Ludzie zbrojni, blask gwiazdy jego garb oświecił.
Osioł cień rzuca kłapouchy na śnieg biały,
Jak zamorska roślina, jak olbrzymi łopuch,
I klon, który od śniegu jak od głodu opuchł,
Rusza się, żyje! jakby mu ręce liści zmartwychwstały.
beti0x
🕒 08-11-2011 13:17
ORĘDZIE Z GROTY BETLEJEMSKIEJ
Narodziłem się
NAGI, mówi Bóg, abyś ty potrafił
wyrzekać się samego siebie.
Narodziłem się
UBOGI, abyś ty mógł uznać mnie
za jedyne bogactwo.
Narodziłem się W
STAJNI, abyś ty
nauczył się uświęcać każde miejsce.
Narodziłem się
BEZSILNY, abyś ty
nigdy się mnie nie lękał.
Narodziłem się Z
MIŁOŚCI, abyś ty
nigdy nie zwątpił w moją miłość.
Narodziłem się W
NOCY, abyś ty uwierzył, iż mogę
rozjaśnić każdą rzeczywistość
spowitą ciemnością.
Narodziłem się W
LUDZKIEJ POSTACI,
mówi Bóg, abyś ty nigdy nie wstydził
się być sobą.
Narodziłem się JAKO CZŁOWIEK, abyś ty mógł się stać synem Bożym.
Narodziłem się
PRZEŚLADOWANY OD POCZĄTKU,
abyś ty nauczył się przyjmować
wszelkie trudności.
Narodziłem się W
PROSTOCIE, abyś ty nie
był wewnętrznie zagmatwany.
Narodziłem się W
TWOIM LUDZKIM ŻYCIU, mówi Bóg,
aby wszystkich ludzi zaprowadzić do domu Ojca.
elaroza
🕒 08-11-2011 14:10
Jest taka noc, na którą człowiek czeka i za którą tęskni.
Jest taki wyjątkowy wieczór w roku,
gdy wszyscy obecni gromadzą się przy wspólnym stole.
Jest taki wieczór, gdy gasną spory, znika nienawiść.
Wieczór, gdy łamiemy opłatek, składamy życzenia....
To noc wyjątkowa...
Jedyna... Niepowtarzalna...
Noc Bożego Narodzenia...
afrodyta39
🕒 08-11-2011 14:12
PRZYPOWIEŚĆ O NARODZENIU PAŃSKIM
W pewnym człowieku narodził się Chrystus, ale ów człowiek nie słyszał anielskich harf ani śpiewu pasterzy, ani nie przyniósł Chrystusowi w darze swojego bogactwa na podobieństwo Trzech Mędrców, nie miał złota i mirry, ani nie uważał się za mędrca.
Ofiarował Mu natomiast swoją
samotność, swoje cierpienia, swoje grzechy, swoją biedę, swoje upadki.
Po prostu wszystko co
posiadał.
Powiedział: Ty zawsze
polujesz na człowieka, Panie! Upodobałeś sobie mnie,
chociaż nie wiem dlaczego…
Tak narodził się Chrystus w pewnym człowieku.
elaroza
🕒 08-11-2011 14:14
„ Cud stajenki „
Po wymalowanych na kartonie górach
wiatr śniegu nie przegania, nie mruczy, nie hula;
Plastikowe jodełki nie są wonnym lasem,
stary pasterz w kożuchu nie zaśpiewa basem;
Anioł w sztucznych brylantach nad szopką nie wzleci,
gwiazda gwieździst
Owce ciche, gipsowe grzecznie stoją w kątku,
Trzej Królowie się sztywno kłaniają Dzieciątku
i tylko siano pachnie w żłóbku rozesłane.
Czemu więc oczy płoną jak zaczarowan
Czemu echo powtarza śpiew dzwonków pasterskic
Dlaczego wkoło słychać szelest piór anielskich
Skąd płynie dziwne ciepło, co świat zimą grzeje?
Czemu złocistym blaskiem mrok nocy jaśnieje?
I skąd w duszy radości najczystsz
Cud cudów! W głębi serca Boże Narodzenie
afrodyta39
🕒 08-11-2011 14:15
"Wiesz, podoba mi się to co mówisz ale muszę najpierw naprawić swoje życie, choćby troszeczkę, i wtedy przyjdę do Boga."
To nie jest dobre myślenie. Bóg chce naszych grzechów. On chce naszych słabości. On chce tego wszystkiego, a w zamian za to chce nam dać NOWE ŻYCIE.
Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, dlaczego Jezus urodził się w stajni? On, Król Królów; Pan, Panów.... urodzony w stajni i położony w żłobie. Tam śmierdzi końskimi odchodami... końskim potem... Dlaczego więc tam a nie w pałacu? Myślę, że to jest obraz Dobrej Nowiny dla każdego z nas, która brzmi tak:
CHOĆBY TWOJE SERCE
BYŁO TAK BRUDNE JAK TA STAJNIA
JEZUS CHCE SIĘ W NIM URODZIĆ.
SKORO MÓGŁ BYĆ ZŁOŻONY W ŻŁOBIE,
MOŻE TEŻ ZAMIESZKAĆ I W TOBIE.
elaroza
🕒 08-11-2011 14:17
Wysławiam
Pana z głębi duszy!
Bóg, Mój
Zbawiciel, radością przepełnia mojego ducha,
bo wejrzał na pokorę swojej służebnicy.
Odtąd błogosławioną będą mnie nazywać wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
święte jest Jego imię, a miłosierdzie Jego z pokolenia na pokolenie,
dla tych, którzy się Go boją.
Potężnych czynów dokonał swoim ramieniem,
zniweczył zamiary pysznych powzięte w ich sercach,
Strącił władców z tronów,
a pokornych wywyższył,
głodujących nakarmił do syta, a bogatych
pozbawił wszystkiego.
Przyszedł z pomocą swemu słudze Izraelowi,
pamięta bowiem o swoim miłosierdziu.
Łukasza 1:46-55 (TE)
Narodziny w
globalnym imperium
Zacytowany
tekst jest bardzo dobrze znanym fragmentem Ewangelii, jednak warto sobie
uświadomić kontekst, w którym powyższe słowa zostały wypowiedziane. Jezus rodzi
się w globalnym imperium kontrolującym cały ówczesny świat i narzucającym swoją
kulturę, styl życia, religię, filozofię i sztukę wszystkim podbitym narodom, w
tym i Żydom. To świat, w którym 5 procent ludzi posiadało 95 procent ziemi oraz
bogactw. Nie zapominajmy, że Jezus urodził się pośród tych 95 procent, którzy
żywili się ochłapami pozostawionymi przez Rzymian.
Dobra Nowina
dla ubogich
Nagle w
świecie, gdzie sprawiedliwość była niewiele znaczącym hasłem, pojawiają się
aniołowie zwiastujący Dobrą Nowinę. Czym zatem jest Dobra Nowina? Czy na pewno
tylko i wyłącznie wieścią o możliwości otrzymania biletu do nieba? A może Dobra
Nowina - tak jak rozumiała ją Maria oraz jak głosił ją później Jezus - jest
nowym początkiem, radykalnym stylem życia, dzięki któremu upokorzeni odzyskują
godność, biedni otrzymują pomoc, a ci,
którzy
uważają się za bogatych, samowystarczalnych i pogardzają innymi tracą
najwięcej? Być może Dobra Nowina jest szansą naprawienia bałaganu, krzywd i
nieszczęść, które sprowadziliśmy na ten świat?
Niech Święta
Bożego Narodzenia będą dla nas okazją, by przełamać stereotypy myślowe, zacząć
myśleć i marzyć zgodnie ze standardami Bożego Królestwa, w którym Bóg “niweczy
zamiary pysznych”, “pokornych wywyższa”, a “głodujących karmi do syta”.
elaroza
🕒 08-11-2011 14:21
Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego rękę - jest Boże Narodzenie ...
elaroza
🕒 08-11-2011 14:44
Już niedługo Mikołajki i na tę okazję parę dowcipnych wierszyków:
Mikołaja z długą brodą,
Gości z procentową wodą,
Kobiety gorącej w prezencie,
Prostej drogi na zakręcie.

Mikołaja w kominie,
Prezentów ile się nawinie.
Cukierków skrzynki,
dwumetrowej choinki.
Przed domem bałwana,
i Sylwestra do rana.

Renifer Rudolf już grzeje kopyta,
Mikołaj w pośpiechu prezenty chwyta,
niech wszystkie smutki wnet pójdą w kąt
- ja dziś Ci życzę Wesołych Świąt!
Kasy Kulczyka,
Fury Rydzyka,
Mocy Pudziana,
Chaty Beckhama,
Humoru od rana,
Cholesterolu w normie
Życzy Mikołaj w bardzo dobrej formie
Bardzo dużo prezentów,
Mało w życiu zakrętów,
Dużo bąbelków w szampanie,
Kogoś kto zrobi śniadanie,
A na każdym kroku
Dobrych ludzi wokół!

beti0x
🕒 10-11-2011 10:53
A żeby było jeszcze weselej, kolejna "porcja " wierszyków:
Idą święta, widać gości -
Wydłub z karpia wszystkie ości.
Powyjadaj z barszczu uszy.
A gdy Cię za bardzo suszy,
Siądź wygodnie z flachą wina,
I obejrzyj dziś Kevina.
****************************************
Mikołaja w kominie, prezentów po szyję.
Dwa metry choinki, cukierków trzy skrzynki.
Przed domem bałwana i Sylwestra do rana.
Pysznej wigilijnej kolacji i mnóstwo atrakcji.
******************************************
Dużo żarła, dobrej muzy.
Lasek boskich jak arbuzy.
Zgrzewki piwa i ogórka,
A na Sylwka petard półka.
**************************************
By Ci wszystko pasowało,
By kłopotów było mało.
By się wiodło znakomicie,
By wesołe było życie.
Sto całusów na dodatek,
By smaczniejszy był opłatek.
************************************
W dzień Bożego Narodzenia,
Niech się spełnią Twe marzenia.
Niech nie zabraknie cukierków z choinki,
A wina i wódki byś miał pełne skrzynki.
Niech zapach piernika i pysznego żurku
Unosi się wonią na Twoim podwórku.
W Sylwestra wypij lampkę szampana
I… na całego baw się do rana!
*****************************************
Śniegu po pachy,
Smacznej kiełbachy,
Do nieba choinki,
Prezentów trzy skrzynki
Oraz szczęśliwego wyskoku
Do Nowego Roku!
beti0x
🕒 20-11-2011 19:14
Fajne wierszyki,dziękuje.Nie pamiętam wierszyka,ale zawsze chętnie słucham piosenki ''Dzień jeden w roku''.Czerwone Gitary . -"Jest taki dzień,bardzo ciepły choć grudniowy,dzień zwykły dzień,w którym gasną wszelkie spory......''. ...
Anka01
🕒 21-11-2011 22:05
Może ja też parę dorzuce, jesli pozwolicie:
annaspyrka
🕒 22-11-2011 06:53
KOCHANY MIKOŁAJU
Wiem, że to niełatwo
Lecz przynieś niewidomym
Dzieciom takie światło,
Co pozwoli im ujrzeć
Wszystkie dary boskie:
Drzewa w czapach śniegu,
Obraz Częstochowskiej,
Lustro lodowiska
Kreślone łyżwami,
Które skrzy się, błyska
Gdy tańczymy na nim.
Przynieś dzieciom głuchym
Piosenkę anioła, By zagrała
cisza, Która trwa dokoła.
By szept usłyszały I
dzwoneczków trele, Głos
mamy, kolędę W
grudniowym kościele.
Pożycz anielskie skrzydła
Mikołaju drogi Dla dzieci,
które mają chore nogi.
Na skrzydłach wnet wylecą
Ze smutnych szpitali
I dotrą do swych domów
Hen w błękitnej dali…
Ależ by to była radość
Mikołaju święty.
Ależ by to były
Wspaniałe prezenty.
afrodyta39
🕒 22-11-2011 10:55
Piękna opowieść wigilijna
" Tylko pamiętaj: musisz być szczególnie grzeczny w czasie Adwentu, bo inaczej nie narodzi się dla ciebie Pan Jezus ".
Janek pamiętał o tym dobrze, ale nie
wiedział, co to znaczy. Wstydził się zresztą, że taki jest niemądry i
nie śmiał nikogo pytać. "Bo co to znaczy, że Pan Jezus nie narodzi się
dla mnie. Jak się narodzi, to się narodzi dla wszystkich. Zresztą co to
znaczy, że się narodzi? Przecież raz już się narodził. Czy można się
drugi raz narodzić? A może naprawdę tylko wtedy się dowiem, kiedy będę
szczególnie grzeczny". I w gruncie rzeczy starał się być grzeczny w
Adwencie. Najpierw, jak rokrocznie, czekał na przyjście świętego
Mikołaja. Prawdę mówiąc nie wiedział, jak to jest z tym świętym
Mikołajem. Kiedyś w szkole nieopatrznie wyrwało mu się jakieś takie
zdanie o świętym Mikołaju. Kolega, którego bardzo nie lubił, i który
Janka też nie lubił, i przezywał go "ślamazara", zaczął wykrzykiwać:
- Patrzcie, jeszcze jeden, co wierzy w świętego
Mikołaja. Zresztą już wcześniej o tym mówili inni koledzy, że to nie
żaden święty z nieba przychodzi z podarkami, tylko rodzice je
podkładają. Na wszelki wypadek spytał mamy:
- Mamo, czy przyjdzie do ciebie święty Mikołaj?
- Nic. Święty Mikołaj przychodzi do dzieci. Tylko czasem przychodzi do starszych.
- To do ciebie też nie przyjdzie?
- Nie.
Janek zmarkotniał. Po chwili zapytał:
- A co chciałabyś dostać od świętego Mikołaja? Mama nie wiedziała.
- No powiedz co. Może chusteczki do nosa. Ja mam
takie piękne. Pamiętasz, w tamtym roku otrzymałem od babci na imieniny.
Ale ich nie używałem, bo mi było żal. A tobie się bardzo podobały.
Dobrze?
- Dobrze - odpowiedziała mama.
- Tylko jak to zrobimy? Bo ty nie możesz o tym
wcześniej wiedzieć. Wobec tego podłożę ci pod poduszkę, a tobie będzie
wolno tam dopiero zaglądnąć w nocy. Dobrze?
- Dobrze - mama się zgodziła.
- No a tatuś? Żeby mu nie było smutno. To może ja dla niego kupię skarpetki i tak samo zrobię.
W wieczór świętego Mikołaja Janek przyrzekał
sobie, że nie będzie spał. Że musi przekonać się, czy to święty Mikołaj
przychodzi, czy nie. Czytał jeszcze długo w łóżku, aż go mama upomniała.
Zgasił światło, ale starał się czuwać. Początkowo nawet nie był śpiący.
Potem jednak oczy same mu się zamykały. Walczył całym wysiłkiem woli,
aby nie zasnąć. Nawet przez chwilę palcami przytrzymywał powieki.
Specjalnie, żeby się rozbudzić, przypominał sobie rozmaite śmieszne
historie, ale nic nie pomagało. Wreszcie powiedział sobie: "Zdrzemnę się
na małą chwilkę. Tylko na moment".
Zbudził się w głębi nocy. W pierwszej chwili nie
wiedział dlaczego, ale zaraz przypomniał sobie, że miał czuwać, bo
chciał zobaczyć świętego Mikołaja. "Czy tylko on nie przyszedł wtedy,
kiedy spałem?" Pocieszał się, że niemożliwe. "Przecież to była tylko
chwilka". W tak krótkim czasie święty Mikołaj nie mógł przyjść. A może
jednak? Sięgnął ręką pod poduszkę. Uspokojony stwierdził, że nie ma tam
nic. Ale posłyszał jakiś delikatny szelest papieru nad głową. Sięgnął
tam i namacał paczkę. Serce zaczęło mu się tłuc z wrażenia. Usiadł na
łóżku, paczkę położył przed sobą na kołdrze i zaczął powoli, możliwie
najciszej rozwiązywać sznurek. Ale nie bardzo sobie mógł z tym poradzić.
Chciał jak najprędzej dostać się do środka, zaczął szamotać się z
węzełkiem i wtedy obudziła się siostra. Tym lepiej, bo już nie trzeba
było siedzieć w ciemności. Można było zaświecić lampkę nocną. Po
cichutku, żeby nie zbudzić rodziców, wygrzebał się z łóżka, uklęknął na
krześle, paczkę położył na stole i zabrał się do rozpakowywania. Siostra
naśladowała go dokładnie. Też wyszła z łóżeczka, też uklękła na
krześle. Spostrzegł, jak swoim zwyczajem z przejęcia wysunęła języczek,
przygryzła zębami i rozwijała powolutku, uważnie papier, aby nie
szeleścić. Ale na nic to się nie :?dało. Nagle drzwi otworzyły się i
wpadła do pokoju mama w nocnej koszuli. Porwała go w objęcia mówiąc:
- I do mnie przyszedł święty Mikołaj, popatrz, co
mi przyniósł. Pokazała mu chusteczki do nosa. Potem przyszedł tatuś,
przytulił go i pokazał mu skarpety, które on wieczorem podłożył
tatusiowi pod poduszkę. Chociaż naprawdę Janek nie. był Już taki pewny,
czy to były te same, które on kupił, czy też "świętomikołajowe"-podobne
wątpliwości miał odnośnie chusteczek mamy. Ale nie było czasu na
namyślanie się, bo mama zaraz wsadziła z powrotem jego i siostrę do
łóżka. Poprawiła, jak to miała w zwyczaju, kołdrę koło szyi i przy
nogach "żeby nie wiało", pocałowała, go, zrobiła mu krzyżyk na czole,
zgasiła światło, powiedziała:
- Śpijcie już, śpijcie, bo jutro szkoła - i wyszła
po cichu wraz z tatą. Długo nie mógł usnąć. Jeszcze chwilę szeptali
sobie z siostrą rozmaite piękne-rzeczy. Potem ona zasnęła. Usłyszał jej
głęboki, regularny oddech. Wobec tego patrzył w ciemność i myślał sobie,
że chyba bardziej się cieszy z tego, że sprawił mamie i tatusiowi
radość, niż z tego, co on sam otrzymał. A właściwie to było i tak, i
tak: cieszył się ż tego jednego iż tego drugiego. Potem jakoś samo
przyszło mu na myśl, że pastuszkowie i trzej królowie też musieli się
cieszyć, gdy złożyli Panu Jezusowi dar. Jeszcze wpatrywał się tak po
swojemu w ciemność przymrużonymi oczami, widział sznury kolorowych
koralików zbiegających z góry na dół i migających wszystkimi barwami, i
zgasnął.
Po Mikołaju jak co roku zaczęło się
przygotowywanie do Bożego Narodzenia. Wieczorami, gdy tylko była jakaś
godzina wolna, gdy odrobione były wszystkie zadania i wykonane to, co do
niego należało w domu, Janek wyciągał wraz z siostrą pudła z zabawkami r
ozdobami choinkowymi i zabierał się do roboty. Po kolei, pudło za
pudłem. Po otworzeniu każdego z nich okazywało się, jak wiele jest do
zrobienia. Chociaż poprzedniego roku bardzo uważnie zdejmował zabawki z
drzewka i z pomocą mamy wkładał do pudła, to jednak były one bardzo
zniszczone. Wobec tego na nowo robfl wydmuszka malował na nich twarze
pajaców, od góry dolepiał im szpiczaste czapki, a od dołu brody. Wycinał
z kolorowego papieru pawie oka, robił jeże wbijając w korek szpilki z
ponawlekanymi koralikami, a co najważniejsze - wiązał łańcuchy. I to
rozmaite: ze słomek i z bibuły, ale najmilsze, najprostsze i najtrwalsze
były zawsze te same "prawdziwe" łańcuchy sklejane z wąskich pasków
kolorowego papieru. Na koniec trzeba było złocić orzechy, powbijać
patyczki, przywiązać niteczki. Robota była długa i na pozór uciąźliwa.
Przynajmniej tak się mamie zdawało, bo niejednokrotnie przypominała i
nakazywała, aby nie zaprzestać tej pracy. Ale Janek dziwił się mamie, że
tego nie rozumie. Przecież przygotowywanie zabawek na drzewko to była
czysta radość i on sam najchętniej codziennie siedziałby wieczorami nad
tymi kolorowymi i migocącymi cudownościami. Jeżeli tę robotę odkładał na
koniec swoich zajęć to tylko dlatego, że wiedział, że najpierw trzeba
było wykonać swoje codzienne obowiązki. Pamiętał dobrze to, co mu mama
powiedziała na początku Adwentu: "Jak będziesz niegrzeczny, to się nie
narodzi dla ciebie Pan Jezus". Wobec tego starał się być grzeczny.
Gdy już wszystkie zabawki były przygotowane,
posegregowane, powkładane do nowych, świeżych pudeł, zabrał się do
najprzyjemniejszej roboty: do odnowienia szopki. Odwinięta z papierów, w
które była w ubiegłym roku zapakowana, okazała się do niczego: gwiazda
była pogięta, szybki podarte, a pasterze i święty Józef byli trochę
osmoleni. Jeżeli co, td mogła tylko zostać Matka Boska i Dzieciątko
Jezus. Wobec tego trzeba się było postarać o nową słomę na dach i
wreszcie zelektryfikować stajnię - jeżeli nie na transformator, to
przynajmniej na baterie - bo świecić świeczkami w tych czasach, to już
wstyd.
Tymczasem na ulicach coraz bardziej rozkręcał się
świąteczny ruch. Na wystawach były rozmaite święte mikołaje z długimi
brodami i krótkimi, ubrane w niebieskie szaty albo czerwone, aniołowie
jak prawdziwi, gałęzie jodły z bańkami, świeczkami, prezenty poowijane w
kolorowe opakowania, przewiązane błyszczącymi wstążeczkami,
przygotowane tak, żeby tylko przyjść, kupić i podłożyć pod choinkę.
Wszystkie napisy mówiły o zbliżających się świętach. Popołudniami nawet
trudno tiyło wejść do sklepów, bo tylu ludzi wchodziło i wychodziło,
przepychało się i potrącało spieszyło się, by zdążyć nie wiadomo gdzie i
po co. Na placach wyrosły kolorowe stragany, gdzie sprzedawano włosy
anielskie, gwiazdy, rozmaite cukierki. Wreszcie pojawiły się obok
straganów choinki świerkowe, jodłowe, małe, malutkie i całkiem duże. Te
lubił najbardziej. Gdy tylko wychodził po zakupy, korzystał z każdej
okazji, by podejść do nich, dotknąć ich gałęzi.
" Co to znaczy, że Pan Jezus ma się dla mnie
narodzić?" Ta myśl towarzyszyła mu wciąż wtedy, gdy patrzył na wystawy
świąteczne, na ludzi spieszących się.
Na koniec tatuś przyniósł do domu choinkę.
Uprosili go wraz z siostrą, żeby choinkę postawić tymczasem w ich
pokoju. Stała piękna, zielona, pachnąca lasem i żywicą, i czekała, tak
jak on, na święta. Nawet wtedy, gdy już zgasło światło i trzeba było
spać, chociaż nie można było jej widzieć w ciemności, dobrze mu było z
nią.
Aż przyszedł dzień wigilijny. Dom był pełen
zapachów rozmaitych zup, ciast, pieczeni. Tylko nie wiadomo dlaczego od
samego rana było wszystko w pośpiechu i na wszystko za późno, choć do
wieczora była cała masa czasu. Mama co chwila ostrzegała, że trzeba z
nią obchodzić się ostrożnie, bo może im obojgu urządzić, lanie, a jak
dzieci w Wigilię dostaną lanie, to będą je dostawały cały rok.
Przypominała, że diabeł dzisiaj wszystko robi, żeby ludzi zezłościć, bo
chce popsuć święta.
I mimo to doszło do tego, przed czym mama
ostrzegała, doszło do awantury. Oczywiście przez siostrę, którą Janek
musiał lekko ukarać. Ona uderzyła w ryk, jak zwykle nie wiadomo o co.
Faktycznie zaczęła jej lecieć krew z nosa, ale przecież nic wielkiego
się nie stało. W to niepotrzebnie wmieszała się mama. Janek usiłował
spokojnie mamie wytłumaczyć, jak było z siostrą od początku do końca,
wtedy mama upomniała go, żeby na nią nie krzyczał, bo nie ma prawa
podnosić na nią głosu. W to z kolei wkroczył najzupełniej niepotrzebnie
tata, zaczął krzyczeć, żeby Janek natychmiast przeprosił mamę. Nie
chciał słyszeć żadnych wyjaśnień. Krzyczał tylko bez przerwy:
- Przeproś, bo dostaniesz lanie!
Nie dochodziło do niego zupełnie to, co Janek
wciąż powtarzał, że chętnie przeprosi mamę, jak tylko będzie wiedział za
co. No i oczywiście wszystko skończyło się wielkim laniem. Janek
wrzeszczał wniebogłosy i to wcale nie dlatego, żeby go bardzo bolało,
tylko uważał, że dzieje mu się krzywda, bo na lanie nie zasłużył. Potem
musiał chwilę stać w kącie, a co najgorsze, mama się na niego obraziła i
nie chciała się do niego odzywać, chociaż on próbował na wszystkie
sposoby. Wobec tego Janek też się na mamę obraził. - Jeżeli mama się nie
chce odzywać, to nie musi, ale on do mamy też nie będzie mówił nic.
Może milczeć, tak jak mama, i udawać, że mamy nie dostrzega, tak samo
jak ona jego. - A więc było gorzej niż źle i to w dodatku w taki dzień.
Najbardziej był wściekły na siostrę, która naraz stała się ta dobra,
najukochańsza i do tego pokrzywdzona. Do pasji doprowadzało go to, że
chciała spełniać rolę pośrednika między nim a mamą.
Tak już zostało do samego wieczora. Namyślał się,
czy by nie pójść z domu, żeby nie zasiadać przy stole wigilijnym. "Może
wtedy by sobie przypomnieli o mnie". Ale właściwie nie bardzo miał gdzie
iść. U wszystkich kolegów była też na pewno Wigilia i byłoby to dla
nich niezręczne, gdyby on do nich przyszedł. Wtedy zresztą z pewnością
zainteresowaliby się nim rodzice jego kolegów, dzwoniliby do taty Janka.
Nie, to nie miało sensu. Po ulicach nie chciało mu się spacerować. Był
przed południem po zakupy i zmarzł porządnie.
Do Wigilii, tak jak w roku poprzednim, ubrał się w
najlepsze ubranie, zawiązał sobie, bez pomocy mamy, najpiękniejszy
krawat. Węzeł nie był z pewnością tak zawiązany, jak być powinien, ale w
końcu to nie było ważne i Janek postanowił, że nie odezwie się do
nikogo ani słowem. Patrzył na pozór obojętnie, jak mama przygotowywała
stół. Najchętniej by jej pomógł, gdyby powiedziała chociaż słowo. Nawet
nie musiałaby prosić, tylko mogłaby polecić, żeby zrobił to albo^tamto,
ale jak nie, to nie. Stał i przyglądał się. Było jak co roku. Mama
rozsunęła najpierw stół, potem na środku umieściła trochę siana,
przykryła stół najpiękniejszym białym obrusem, jaki tylko był w domu. Z
kolei na obrusie, w miejscu gdzie leżało siano, położyła opłatek. Ten
widok zawsze, co roku, go wzruszał, bo wiedział, co to znaczy: opłatki
oznaczają Pana Jezusa, który się narodził na sianie. Ale teraz stał
obojętny i patrzył zimny jak głaz. Potem mama rozkładała talerze z
pomocą siostry, która podlizywała się mamie jak mogła i była taka
uprzejma, że aż się niedobrze robiło z tych słodkości. Gwiazdka na pewno
już dawno zaświeciła na ciemnym niebie, ale jakoś nikt nie pamiętał, by
wyglądać przez okno. On pamiętał, ale też nie wypatrywał jej. Gdy
wieczerza była gotowa, podeszli wszyscy do stołu. Na koniec podszedł i
Janek. Tata i mama uklękli -przy stole, ta smarkata też uklękła.
Uklęknął i on z ociąganiem. Tego bal się najbardziej. Tatą zaczął się
modlić na głos, potem wszyscy wstali, tata wziął Ewangelię i zaczął
czytać o tym, jak to tam wtedy było. Słuchał tego, co znał prawie na
-pamięć i było mu bardzo smutno. Tak długo czekał na te święta, tak
myślał, że może dla niego Pan Jezus się też narodzi, a tymczasem
wszystko się pokiełbasiło i to przez tę głupią srokę.
Gdy tatuś skończył czytać, odłożył Ewangelię,
schylił się nad stołem, wziął opłatek, podszedł do mamy, zaczął do niej
coś mówić. Janek już nie bardzo słyszał, co tam tatuś mówi, tylko
patrzył na mamę. Mama najpierw się uśmiechała, ale najwyraźniej z dużym
zażenowanićm, a potem do uśmiechu zaczęły dołączać się łzy. Popatrzył na
tatę. On był też bardzo wzruszony, ucałował mamę najpierw w rękę, potem
'w buzię. Janek wiedział, że kolej na niego. Zrozumiał, że dopiero
teraz przychodzi moment najgorszy. Tymczasem nagle znalazł się w
objęciach mamy i poczuł jak wszystko tamto, co było w jego duszy twarde
jak skała, znikło. Zrobiło mu się bardzo żal, że był taki niedobry dla
mamy, przytulił się do niej i zaczął płakać jak malutkie dziecko.
Słyszał tylko jak przez mgłę słowa mamy: "ty głuptasku" i życzenia
jakieś: "żeby był grzeczny i żeby się dobrze uczył". Czuł, że mama wciąż
głaszcze go po głowie i najchętniej trwałby tak przytulony do mamy, bo
mu było dobrze, a oprócz tego wstydził się: bo jak tu pokazać swoją
zapłakaną twarz tatusiowi i siostrze. Ale już znalazł się w ramionach
taty, który się tak zachował, jakby niczego nie zauważył, poklepał go po
plecach i powiedział jak zwykle:
- Żebyś był dzielnym człowiekiem i żebym ja się nie musiał za ciebie wstydzić.
Janek wciąż miał jeszcze mokre oczy i trudno mu
było złapać oddech. Na szczęście przyszła kolej na siostrę, która była
zaryczana jeszcze bardziej niż on sam i nie musiał się przed nią niczego
wstydzić. Wreszcie trzeba było zasiąść do stołu. Wszyscy udawali, że są
bardzo zajęci jedzeniem zupy. Tata nawet pochwalił, że świetna zupa
grzybowa, mama z uśmiechem przetykanym łzami odpowiedziała, że to nie
świetna zupa grzybowa, najwyżej jest to świetny barszcz, wszyscy się
śmiali i udawali, że to ze śmiechu wycierają łzy i było już wszystko
bardzo dobrze. Potem było jeszcze jedno danie i jeszcze jedno, i jeszcze
jedno - trudno było je zliczyć. Nawet już nie bardzo mógł jeść, ale
jadł dalej, choćby dlatego, by ukryć wzruszenie, które wciąż jeszcze nim
wstrząsało. Wreszcie pojawił się kompot z suszonych śliwek i to był
koniec. Wtedy tata powiedział:
- Janek, baw się w kościelnego i zapal świece.
Wobec tego zaczął zapalać świeczki. Tata zgasił
światło i zaczęło się kolędowanie. Janek wziął śpiewnik z kolędami i
śpiewał jedną za drugą alfabetem po kolei, które tylko melodie pamiętał.
Siostrzyczka się do niego przytuliła i usiłowała mu wtórować fałszując
na wszystkie strony. Całemu śpiewaniu przewodziła mama, która miała
śliczny głos. Tata włączał się tylko od czasu do czasu.
Tak mógłby siedzieć do samego rana i kolędować,
ale mama stwierdziła, że już pora spać i że jeszcze moment, a Janek z
siostrą pospadają z krzeseł jak gruszki z wierzby, bo im tak lecą głowy.
Chociaż to nie była prawda, chętnie poszedł się myć, bo jednak w
gruncie rzeczy spać mu się chciało. Za chwilę był już w łóżku, które na
początku było zimne, pachniało krochmalem i świeżością jak nigdy w ciągu
roku. Mama oświadczyła, że Janek z siostrą zostaną w domu, a ona z tatą
pójdzie na pasterkę. W międzyczasie zrobi tylko porządek w kuchni.
Leżał w łóżku i przez uchylone drzwi patrzył na
choinkę błyskającą w ciemnościach wszystkimi swoimi wspaniałościami.
Było mu dobrze jak nigdy w życiu, tak dobrze, że najchętniej by umarł ze
szczęścia. Przymrużył oczy, jak to miał zwyczaj robić. Kolorowe
paciorki mrowiły się z góry na dół coraz bardziej, coraz szybciej,
wreszcie tyle ich było, że aż stały się całkiem białe - to już nie były
paciorki, tylko zawierucha, która wokół niego się kłębiła. Szedł w niej
po omacku, ale wcale się nie bał. Chociaż płatki śniegu wirowały wokół
niego, wcale nie czuł ani zimna, ani wiatru, ani śniegu na twarzy, było
mu dobrze i ciepło. Szedł wciąż naprzód i nie obawiał się, że zbłądzi.
Jeszcze mu tego nikt nie mówił, ani on sobie sam też nie, ale wiedział,
że idzie do Jezusa, który się narodził w stajni. Nagle znalazł się na
drodze w lesie. Las był podobny do parku, gdzie w lecie bawił się, a w
zimie chodził czasem z mamą i siostrą na sanki. Były podobne drzewa i
krzaki, tylko wszystkie przysypane grubą warstwą śniegu. Chociaż
wiedział, że jest noc, to jednak było jasno - chyba od księżyca - a
śnieg się skrzył jak diamenty. Nagle znalazł się na skraju jakiejś
polany. W głębi niej zobaczył stajenkę. Była podobna do tej, którą
budował w czasie Adwentu. Strzecha przywalona śniegiem; nad nią gwiazda z
wielkim ogonem. Światło, które padało przez otwarte drzwi i okna,
oświecało krzaki i drzewa stojące w pobliżu. Nagle znalazł się wewnątrz
szopki. Klęczał na podłodze stajni. Obok siebie spostrzegł klęczącego
tatusia i mamusię oraz siostrę, którzy uśmiechali się do niego. Poczuł
się tak samo szczęśliwy jak w czasie Wigilii przy składaniu życzeń.
Wtedy przypomniał sobie to, co mama mu powiedziała ha samym początku
Adwentu, że gdy będzie grzeczny, to Pan Jezus narodzi się dla niego.
"Czy Jezus narodził się dla mnie także?" Poczuł, że musi spojrzeć w
żłobek. "Jezus tam na pewno jest. Tylko czy ja Go zobaczę?" - przeniknął
go głęboki niepokój. Ale przecież powinien zobaczyć. "Przecież
przeprosiłem mamę, tatę i siostrę. Przecież starałem się być grzeczny
podczas Adwentu". Pełen determinacji zdecydował się. Z oczami pełnymi
łez podniósł głowę - i ujrzał. Na sianku przykrytym białą chustą leżało
Dzieciątko.
beti0x
🕒 11-12-2011 13:29
Wesołych Świąt życzy : Marzena
afrodyta39
🕒 14-12-2011 11:43
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia pragnę złożyć wszystkim najserdeczniejsze życzenia... Niech nadchodzące Święta będą dla Was niezapomnianym czasem spędzonym bez pośpiechu, trosk i zmartwień... Życzę Wam, aby odbyły się w spokoju, radości, wśród rodziny, przyjaciół oraz wszystkich bliskich dla Was osób... Beata
beti0x
🕒 21-12-2011 23:20
Dziękuję Wszystkim za życzenia świąteczne i również Wam życzę rodzinnych, ciepłych i pełnych uśmiechu Świąt oraz pięknych i trafionych prezentów ;)
Grażyna
thean
🕒 22-12-2011 23:36
I ja dziękując - chciałabym się dołączyć do życzeń:
liv75
🕒 23-12-2011 22:37
Ostatni wpis: ponad godzinę temu
Dodałem zdjęcie do albumu [link]
Dodałem zdjęcie do albumu [link]
Dodałem zdjęcie do albumu [link]
Wygrałem 50 punktów w konkursie W samo południe
Wygrałem 50 punktów w konkursie W samo południeOstatni wpis: ponad godzinę temu
Basiu nie klikaj w te znaczki okrągłe, tylko jeszcze niżej masz podobne tapety, kolejność ....... i tam masz edytuj i tam klikasz :)
Ja nie znalazłam, mam tylko efekty itp a pod obrazkiem nic nie ma
Dzięki. Faktycznie jest, już znalazłam :)
jest opcja zgłoś poprawkę, tylko trzeba kliknąć pod tapetą "edytuj" niżej jest " kliknij, zeby zgosić poprawki" i dopiero po kliknięciu w ten tekst pojawia sie okienko z kategoriami zgłoszeń :)
Krzyśku nie ma takiej funkcji pod tapetami Kliknij aby zgłosić poprawki
basikp13 666 punktów
Ewa157 566 punktów
thean6 841 punktów
tebum274 874 punktów
majka14074 810 punktów
zobacz więcej...