Jadąc do pracy tramwajem zorientowałam się, że skończył mi się bilet miesięczny. Biletów nie miałam, ale stwierdziłam na pomysł, że przejadę 3 przystanki i wysiądę w miejscu, gdzie od razu kupię bilet miesięczny, a potem wsiądę w następny tramwaj, który powinien teoretycznie przyjechać jakieś 7 minut później.
Wysiadłam, kupuję bilet i widzę, że ten cholerny tramwaj przyjechał za
wcześnie. Ruszyłam w jego kierunku , ale oczywiście tramwaj odjechał.
Niestety czekając na kolejny na 100% spóźniłabym się do pracy. Na
szczęście niedaleko był postój taxi, więc pobiegłam w stronę najbliższej
taksówki i zaczęłam się dobijać, bo drzwi były zamknięte od środka
(kretyństwo, w taksówce??). Szarpiąc za klamkę darłam się:
"Błagam, niech pan mnie wpuści!!!",
facet otworzył, władowałam się do środka i grzebiąc w torebce, szukając portfela mówię:
"Za tamtym tramwajem! Ale już!".
Podnoszę głowę i pierwsze co widzę, to policyjna czapka na desce rozdzielczej, a przede mną...
DWÓCH policjantów.
Ta
historia zdarzyła się na prawdę jakieś parę lat temu i do dziś wywołuje
salwy śmiechu. Otóż pewnego dnia z Grażynką blondynką grałam na kompie w
bilard. Była jej kolej i już już bila wpadła do 'dołka' ale zatrzymała
się tuż przed,a kuzynka co zrobiła?
Potrząsnęła monitorem;)
opowiadam to kumpeli ,także blondynce , a ona na to z poważną miną
'i co,wpadła?'.:-D
Leżałam na asfalcie przez dobre pół godz. I jak tu nie wierzyć stereotypom?
Moja
koleżanka, jak co dzień, czekała na transport do pracy, w postaci
samochodu osobowego, prowadzonego przez jej znajomą. A, że była to późna
jesień, rano było ciemno i smutno.
Podjechało auto, moja koleżanka wsiadła bez wahania. Zapina pasy i
opowiada, jak przeżycia z wczesnego, jesiennego poranka. Gdy nagle...
spojrzała
w lewo, na osobę prowadzącą auto. Okazało się, że był to jakiś facet.
Chciał po prostu spytać o drogę. Ale wysłuchał jej spokojnie, chyba z
uwagi na to, w jakim był szoku. Ona też...;)
afrodyta39
🕒 28-09-2011 12:32
Historia wydarzyła się koleżance. Dziewczyna hodowała pytona (pytony nie maja kłów jadowych, czy jak tam to się nazywa) . Wąż był już dość spory i nie trzymała go w żadnym specjalnym terrarium tylko luzem w mieszkaniu. Wąż snuł się w po domu, wylegiwał na meblach i parapetach.
Ale pewnego dnia przestał jeść. Po kilku dniach jego głodówki zaniepokojona właścicielka zabrała go do weterynarza. Ten obejrzał i powiedział, że wygląda na zdrowego. Koleżanka zabrała go do chaty, ale sytuacja jeszcze przez kilka dni się utrzymywała - dalej nie jadł. Pewnej nocy obudziła się i zobaczyła go obok siebie na łóżku swojego węża wyciągniętego wzdłuż niej jak kij od miotły. W pierwszej chwili przestraszyła się, że zdechł, ale okazało się, że żyje.
Następnego dnia zabrała go znowu do weterynarza i opowiedziała, ze dalej nie je, a poza tym wspomniała o dziwnej sytuacji w nocy. Dzięki wyjaśnieniom weterynarza okazało się, że pytony właśnie w taki sposób mierzą czy są wystarczająco długie, żeby połknąć swoją ofiarę. : ) Łatwo się domyśleć, dlaczego przestał jeść...
afrodyta39
🕒 28-09-2011 12:52
Zdrada..
Na tydzień przed naszym ślubem mój narzeczony oznajmił mi, że nie może się ze mną ożenić, ponieważ kocha inną, a do tego spodziewają się dziecka. Poczułam się taka bardzo oszukana i zraniona, nie mogłam uwierzyć w to co próbował mi wytłumaczyć. W złości przeklęłam i jego i jego całą rodzinę..Jeszcze podczas naszego rozstania krzyknęłam za nim: „Niech Cię diabli! Niech Cię spotkają wszystkie najgorsze nieszczęścia tego świata łącznie z bolesną śmiercią!”. Później wielokrotnie stawałam w domu przed lustrem i przypominałam sobie tą scenę. Dużo później przekonałam się, że jednak mama miała rację... Nie wolno rzucać słów na wiatr.
Kolejne tygodnie były dla mnie bardzo ciężkie. Musiałam zająć się odwoływaniem przyjęcia, dzwonieniem do gości i informowanie ich, że ślub się jednak nie odbędzie. Później musiałam jeszcze odwołać cudowny miesiąc miodowy i wrócić do pracy, w której wszyscy wypytywali mnie o wrażenia ze ślubu. Każdy dzień był dla mnie męką.
To wszystko wzmacniało we mnie tylko nienawiść jaką czułam do byłego. Klnęłam na niego każdego dnia. Ale potem się opamiętałam, zwłaszcza, że zaczęły mnie dochodzić niepokojące wieści. A to mój były potrącił po pijaku jakiegoś rowerzystę, prawie wyrzucili go z pracy za to, okradli go w mieszkaniu. A wszystko w niewiarygodnie krótkim odstępie czasu... Zaczęłam się zastanawiać, czy może to moja klątwa tak podziałała.
Nie zastanawiałam się jednak długo, ponieważ wkrótce dowiedziałam się, że dziewczyna z którą był poroniła. Przez przypadek spotkaliśmy się później na ulicy. Był zły, mówił, że powinnam być zadowolona skoro spełniła się klątwa, którą na niego rzuciłam. Powiedziałam tylko, że bardzo mi przykro, bo co więcej miałam mu powiedzieć.
Sama zaczęłam się zastanawiać nad słowami, które wypowiadałam na niego w złości. Śmierć jego dziecka to była właśnie ta najboleśniejsza śmierć, której mu życzyłam. Kiedy odchodził powiedział mi jeszcze, że odkąd się rozstaliśmy nic nie układa się u niego w życiu... A ja mu powiedziałam, że mogę przyjąć na siebie całą tą klątwę...
I znów niepostrzeżenie rzuciłam słowa na wiatr... swojego rodzaju klątwę, która teraz zaczęła się spełniać ale na mnie. Kilka dni później zachorował mój pies, i zdechł w wielkich mękach. Nie mogłam patrzeć, jak cierpi przez ostatnie dni. Widać było po nim, że jest mu ciężko. Nie minął nawet tydzień od śmierci psa, kiedy poślizgnęłam się na chodniku i złamałam nogę.
Miałam teraz mnóstwo czasu, siedząc w domu z nogą w gipsie, aby zastanowić się nad tym co zrobiłam. Jak to możliwe, żeby moja słowa miały aż takie odbicie w życiu... Przecież to tylko słowa. Kiedy po chorobowym wróciłam do pracy, okazało się, że jedno ze stanowisk musi być zlikwidowane i padło oczywiście na moje. Tego było już zdecydowanie za wiele! Tyle nieszczęść w ciągu zaledwie kilku miesięcy!
Pracuje w knajpie jako kelnerka. Bezskutecznie szukałam pracy przez ostatnich kilka miesięcy. Zaczęło brakować mi pieniędzy, musiałam zamienić mieszkanie na mniejsze i sprzedać samochód. Minął zaledwie rok od naszego niedoszłego ślubu, a ja tak bardzo żałuje wypowiedzianych wówczas słów... Tak bardzo chciałabym cofnąć czas i zdjąć ze wszystkich klątwę, którą sama rzuciłam.
beti0x
🕒 28-09-2011 12:53
Och, ten alkohol...
Urlop zapowiadał się cudownie. Jednak od początku Wojtek zachowywał się bardzo dziwnie. Nigdzie nie pozwalał mi wychodzić. Miałam urlop, ale nie czułam tego wcale.Przeciwnie, sprzątałam dom, gotowałam obiady. Nie było to zbyt miłe. Zamiast odpoczywać pracowałam jeszcze więcej. Jednak milczałam. Bałam się sprzeciwić. Między nami nie układało się ostatnio najlepiej, nie chciałam pogarszać sytuacji.
Ale w pierwszym tygodniu Wojtek zrobił imprezę. Oczywiście samo szykowanie przyjęcia spadło całkowicie na mnie. Zanim się zaczęło byłam już bardzo zmęczona i nie miałam na nie najmniejszej ochoty. Zresztą na nic jej nie miałam ostatnio. Mój chłopak zaprosił znajomych. Niestety moje przeczucia się sprawdziły. Wojtek zachowywał się okropnie. Ciągle pił i mnie obrażał. Czułam się upokorzona, a znajomi niezręcznie. Spotkanie szybko się skończyło, goście wyszli zaraz po północy. Wojtek również wyszedł i nie było go dość długo. Wrócił bardzo pijany i zrobił awanturę bez powodu. Wtedy wydawało mi się, że to normalne. Przecież każda para ma swoje słabe dni. I tak to widziałam. Szybko się pogodziliśmy i zapomnieliśmy o całej sytuacji.
Jednak kilka dni później sytuacja się powtórzyła. Dzień jak każdy inny, zaczął się zwyczajnie, bo co można robić innego w wakacje niż leniuchować. Cały dzień siedziałam sama. Nie wiedziałam gdzie jest i co robi. Wrócił późno i domagał się kolacji. Był bardzo pijany. Zaczął mi rozkazywać. Zdenerwowana odmówiłam zrobienia mu kolacji. I to był mój błąd. Przestał nad sobą panować i uderzył mnie w twarz. Wyzywał, szarpał za włosy i groził. Uciekłam do łazienki. Niestety szybko sobie poradził z zamkiem w drzwiach. Wyciągnął mnie z łazienki i zaczął ciągnąć za włosy po podłodze.
Awanturę usłyszeli sąsiedzi i to oni zadzwonili na policję. Policjanci przyjechali dosyć szybko, ale nie byli zbyt mili, spisali zeznania i zabrali Wojtka do izby wytrzeźwień. Siedziałam i trzęsłam się ze strachu. Nie wiedziałam, co zrobić. Pytałam samą siebie: „za co mnie to spotkało?”. Jeszcze tej samej nocy pojechałam do mieszkania mojej przyjaciółki. Myślałam, że to już koniec. Że owszem kłóciliśmy się wcześniej, ale nigdy mnie uderzył.
Po tygodniu sytuacja się unormowała. Dzwonił do mnie kilka razy dziennie. Przepraszał, błagał o wybaczenie. Był tak przekonujący i kochany. Moje wcześniejsze zarzekania się nie były na tyle silne. Sama nie wiem dlaczego, ale mu wybaczyłam. Moja przyjaciółka długo starała się mnie przekonać, abym została u niej. Ale ja byłam zaślepiona miłością. Sytuacja nie uległa wielkiej przemianie. Ciągle się kłócimy. Dostało mi się kilka razy. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czemu się na to godzę. Być może to przywiązanie, być może miłość. Czasami mam chęć wszystko zostawić. Uwolnić się. Nie umiem jednak podjąć decyzji. Tkwię w związku bez wyjścia. Albo tak mi się wydaje.
Wojtek bardzo niechętnie rozmawia o tych wydarzeniach. Rano zachowuje się jak gdyby nigdy nic. Kiedy zaczynam z nim rozmowę, denerwuje się i pocą mu się ręce. Twarz czerwienieje i popada w złość. Przyznaje się, że wielu rzeczy z tego wieczoru nie pamięta, ponieważ był pijany . Mówi, że żałuje tego, co zrobił, że to się więcej nie powtórzy. Zwala winę na alkohol... I tak jest coraz częściej.
beti0x
🕒 30-09-2011 20:41
Powyższa historia jest smutna,niestety wiele kobiet na własne życzenie ma takie życie,nie potrafią odejść i powiedzieć dość swojemu katu.
afrodyta39
🕒 30-09-2011 21:19
Przecież alkoholik już się nie zmieni, całe życie będzie miał pociąg do pijaństwa. Niby to całą winę zwala na wódkę, gorąco obiecuje poprawę, a za kilka dni znowu to samo i tak w kółko. Znam wiele kobiet żyjących w takich "toksycznych związkach" i często zastanawiam się, na co one czekają, czy wierzą w to, że będzie lepiej, że mąż/partner przestanie pić? A może po prostu boją się, nie mają odwagi odejść lub też wstydzą się, "co to nasi dobrzy sąsiedzi powiedzą" (jak to często bywa)? Lub też kochają za mocno... KOBIETY ODWAGI!
beti0x
🕒 30-09-2011 22:14
''Bez ciebie żyć nie mogę, z tobą nie mam siły'' jest nadzieja ,uzależnienie materialne,uzależnienie psychiczne...itd.,to chyba nałóg z którego trzeba mieć siłę wyjść i zostawić ''toksyczny związek''.Pozdrawiam
Anka01
🕒 01-10-2011 16:22
Valdis52
🕒 02-10-2011 01:12
Statystycznie kobiety cześciej żyją w toksycznych związkach niż mężczyźni.Częściej są bite,poniżane itd.chyba temu Waldek nie zaprzeczysz?
afrodyta39
🕒 02-10-2011 10:49
W toksycznych związkach nie tkwią same kobiety,jest wielu mężczyzn którzy są bici,nachodzeni przez kobiety.Nie tylko mężczyźni popadają w alkoholizm...
karolla007
🕒 02-10-2011 14:19
Oczywiście,że tak jest,kobiety piją,biją mężczyzn,szantażują,wykorzystują materialnie ..itp.Myślę,że mężczyzna ma łatwiejszą drogę odejścia. Waldek brawo za komentarz''szuka słonia'' uśmiałam się ,z tobą partnerka ma wesoło.
Anka01
🕒 02-10-2011 16:05
Nie twierdzę, że tylko mężczyźni są tą "gorszą stroną", że tylko oni są alkoholikami, że tylko oni poniżają płeć przeciwną, niektóre kobiety to też niezłe ziółka, potrafią "wyczyścić" facetów do dna. |I tak, jak pisze Ania, również uważam, że mężczyźnie chyba jakoś łatwiej jest odejść, nie wiem, może decyduje tu silniejszy charakter, poczucie własnej wartości, silniejsza psychika..
beti0x
🕒 02-10-2011 21:32
Dla przykładu o walce kobiet z alkoholizmem pewna historia " z życia wzięta"...
Marta nigdy nie przypuszczała, że może ją
dotknąć właśnie TEN problem. Od alkoholu zawsze stroniła – wychowała się
przecież w atmosferze ciągłego lęku przed pijanym ojcem. A ojciec pił
przez całe dzieciństwo Marty. Po wódce był agresywny, razem z matką
musiały się przed nim chować po kątach. Nawet po jego śmierci wracały do
niej nocne koszmary, w których pojawiała się wykrzywiona ze złości
twarz ojca. Kiedy się budziła, oddychała z ulgą, że to był tylko sen.
Bardzo
się bała, żeby nie poślubić mężczyzny z problemem alkoholowym.
Wiedziała, że często tak się dzieje w przypadku DDA – Dorosłych Dzieci
Alkoholików, które nieświadomie jako dojrzali ludzie wybierają na
partnerów osoby, powielające zachowania rodziców w dzieciństwie.
Na szczęście, Adamowi było daleko do rozładowania napięć przy pomocy
alkoholu i kłótni. Był porządnym człowiekiem, ceniącym nade wszystko dom i
rodzinę. Przez kilka lat starali się o dziecko. Niestety, Marta nie
zachodziła w ciążę. Po pewnym czasie doszli do wniosku, że widocznie tak
im pisane. Kupili sobie psa, którego obdarzyli miłością, i który stał
się namiastką własnego, niemogącego przyjść na świat dziecka.
Marta była szczęśliwa. Myślała, że tak już będzie zawsze. Przeliczyła
się, bo po pięciu latach małżeństwa Adam niespodziewanie zachorował.
Rak, i to od razu ten najgorszy, bez dużych szans na przeżycie. Walczył z
chorobą pół roku. Kiedy zmarł, Marta się załamała. Całymi wieczorami
siedziała wpatrzona w jeden punkt. Po miesięcznym zwolnieniu musiała
jednak wrócić do pracy.
Pewnego dnia postanowiła uśmierzyć ból przy pomocy butelki. Pierwszy łyk
alkoholu był zabójczy – wódka jej nie smakowała, za to była skuteczna.
Zatykając sobie usta, Marta piła dalej. Z zaskoczeniem spostrzegła, że w
stanie zaburzonej świadomości ból po utracie męża staje się mniejszy.
Właściwie jest nadal, tyle, że jakby mniej ją obezwładnia. Po kilku
tygodniach zamieniła wódkę na wino. Było łagodniejsze w smaku, a na
rauszu życie stawało się bardziej do zniesienia.
Alkohol stał się częścią życia Marty. Piła zawsze w samotności, zawsze
po pracy, wyłączając wtedy telefon i nie odbierając domofonu. Rano, jak
gdyby nigdy nic, wstawała, nakładała na twarz makijaż i wędrowała do
pracy. W firmie marzyła o jednym – żeby wrócić do domu i się napić. Po
pół roku poranki stały się koszmarem – musiała coraz wcześniej wstawać,
aby doprowadzić się do porządku po nocy spędzonej sam na sam z
alkoholem. Coraz grubsza warstwa makijażu, aby ukryć podkrążone oczy i
zmiętą, niewyspaną, skacowaną twarz.
Zaczęły się problemy z funkcjonowaniem za dnia. Kobiecie zdarzało się
zapomnieć o ważnych terminach, robiła błędy przy naliczaniu płac.
Dopiero, gdy szef wezwał ją na dywanik, zdała sobie sprawę ze swojego
problemu. Miała wybór: albo zacząć leczenie albo stracić pracę.
Dużo wysiłku kosztowało ją pójście do poradni AA. Klub Anonimowych
Alkoholików kojarzył się jej ze zdegenerowanymi ludźmi, takimi jak jej
ojciec.
Kiedy przyszła pierwszy raz na grupę, z zaskoczeniem zauważyła, że osoby
siedzące razem z nią w kółku, nie wyglądają jak ludzie z marginesu.
Owszem, byli i tacy, którym alkohol niemal zżarł człowieczeństwo. Ale
wśród uzależnionych znalazła też kobiety – młodsze i starsze oraz ludzi,
których wygląd i elokwencja świadczyły o ich wysokim poziomie
intelektualnym.
Jak wspomina, największą trudność sprawiło jej codzienne przedstawianie
się: „Jestem Marta, alkoholiczka”. Myślała, że abstynencja pozbawi ją
niechcianej, źle brzmiącej etykietki. Nie wiedziała wtedy, że
alkoholikiem zostaje się na całe życie i że można być niepijącym
nałogowcem.
Dziś Marta już trzeci rok nie pije. Nie uważa się jednak za osobę
całkowicie wyleczoną z nałogu. Boi się, że TO może wrócić. Nie wie kiedy
i czy na pewno, ale jest ostrożna. Z domu pousuwała wszystkie
przedmioty kojarzące się z alkoholem. Szerokim łukiem omija sklepy ze
stoiskami monopolowymi. I chwali samą siebie za każdy dzień w
trzeźwości.
Dlaczego kobiety piją? Z tych samych powodów, co mężczyźni. Bo im źle,
bo nękają je lęki, kompleksy, zahamowania. Bo dzięki promilom świat
wydaje się lepszy, a one same bardziej odważne.
Różnica między alkoholizmem u obu płci polega na tym, że kobiety chowają
się ze swoim nałogiem. Wstydzą się go, dlatego piją w samotności, kiedy
nikt nie widzi. W skrajnych przypadkach potrafią przelewać wino czy
piwo do butelek po napojach, aby nie można było rozpoznać, że raczą się
alkoholem. Często też chowają go do szafek z ubraniami, na półki z
książkami, żeby rodzina nie zorientowała się, że matka/żona/córka ma
problem.
Mężczyznę alkoholika traktuje się najczęściej jako chorego,
nieszczęśliwego człowieka. Problem kobiet alkoholiczek jest
marginalizowany, bo nie ma niego przyzwolenia w naszym społeczeństwie.
beti0x
🕒 02-10-2011 22:18
Valdis52
🕒 03-10-2011 23:12
Moja
współlokatorka jechała tramwajem we Wrocławiu. W tramwaju siedział
czarnoskóry student i na widok wsiadającej kobiety w widocznej ciąży
wstał, żeby ustąpić jej miejsca. Nie zdążył jej jeszcze poprosić żeby
usiadła, a sytuacje już wykorzystał jakiś stary moherowy beret. Na to
student obrócił się, podchodzi do baby i mówi:
- Przepraszam, ale ja ustąpiłem miejsca tamtej Pani.
I pokazuje na kobietę w ciąży. Babka podnosi wzrok i mówi z pogardą:
- W moim kraju, to się ustępuje miejsca takim ludziom jak ja.
A on na to:
- A w moim kraju takich ludzi jak Pani to się zjada : )
afrodyta39
🕒 23-11-2011 22:49
Valdis52
🕒 24-11-2011 17:38
Świetna, ale wniosek jaki mi się nasuwa to Babcia mało siedziała za młodych lat to teraz nadrabia, jednym słowem młodzi ludzie siadajcie gdzie sie da i jak długo sie da, bo na stare lata na bank będziecie stać. Pozdrawiam Ani.
annaspyrka
🕒 24-11-2011 18:05
Jasne,takie stare baby to powinny być w sezonie łowieckim odstrzeliwane ....
Hm ... jakoś dziwnie się czuję pisząc te słowa,bo nie dosyc ,że jestem starą babą, to jeszcze jestem Grażynka - Blondynka :) Masakra ;(
thean
🕒 18-01-2012 15:23
Właśnie mam na pulpicie jedną z Twoich tapet! Też jestem "stara baba" ale mam to gdzieś!
ardat
🕒 18-01-2012 15:39
Valdis52
🕒 18-01-2012 17:08
Valdi jak je zrozumiesz to Ci psychoterapia będzie koniecznie potrzebna!Grażynka jak zwykle skromna jak prawdziwy diamencik, co do Twich tapet i zdjęć mam takie samo zdanie jak Iwonka i czekam na więcej a i jeszcze jedno dziewczyny mamy tyle lat na ile się czujemy a nie tyle na ile wyglądamy wiecie kiedy sie życie zaczyna prawdziwe? tu nie ma nic do tego kolor włosów Grażynko, o kurcze obym tylko o podstawówke się załapała. Pozdrawiam cieplutko Ani.
annaspyrka
🕒 19-01-2012 02:01
Ciekawa właśnie jestem...gdzie jest ta granica, kiedy można byłoby powiedzieć, że jest się starym...Myślę Aniu, że masz całkowitą rację. Człowiek ma tyle lat na ile się czuje a nie tyle na ile wygląda. Nieraz będąc na Manhatanie w Central Parku widzę jak młodzi ludzie "lazą" z rana z psem i mało o jego smycz się nie przewrócą...a zaraz obok biegnie babcia z dziadkiem całkiem rzeźko , mają słuchawki z muzyką na uszach ...rozmawiają...śmieją się...No i kto wygląda na starego...? Pozdrawiam, EWA
ewa21021
🕒 19-01-2012 02:31
Ewuniu masz, racje ale przecież tu jest to norma!Astare dziewczyny może być tylko drzewo ale nie my! Pozdrawiam Ani.
annaspyrka
🕒 19-01-2012 03:40
Valdis52
🕒 19-01-2012 09:14
Valdi nie zrozumiałeś mnie, chcesz mi powiedzieć że do psychiatry tylko wariaci chodzą - to mit i sory bez urazy, ale ten co tak uważa właśnie jest idiotą!Mó mąż mawia zawsze że aby zrozumieć kobietę musi dodatkowy fakultet skończyć ale właśnie wtedy mawia będzie mu potrzebny psychiatra.W kiecke możesz się ubrać bez zrozumienia nas i tak na wiele się to nie zda uwierz mi , między nami kobietkami jest jeszcze coś takiego jak solidarność jajników wiesz o czym mówie? Pozdrawiam cieplutko Ani.
annaspyrka
🕒 19-01-2012 16:37
I właśnie Valdis - mam wrażenie - że to Was tak do nas przyciąga :)
Pomyśl tylko,gdyby wszystkie kobiety były tak mądre jak Wy, tak nieskomplikowane jak Wy i prowadziły auta tak dobrze jak Wy,byłyby facetami :)
thean
🕒 19-01-2012 17:40
Valdis52
🕒 19-01-2012 20:23
Nie wydaje Ci się Waldku,że troszkę generalizujesz? Sporo jeżdżę i znam zarówno dobrych kierowców-kobiety , jak i złych- mężczyzn...I nie każda z nas jeździ samochodem "naszpikowanym elektroniką".A z sytuacją przez Ciebie opisaną spotkałam się "w drugą stronę".
Dziewczyny! Zgadzam się z Wami.Starość to bardziej stan ducha , nie metryka. Pozdrawiam-Iwona
ardat
🕒 19-01-2012 22:03
Valdis52
🕒 20-01-2012 00:16
Valdi akurat wiem o czym mówisz też mam Córcie kierowce, kiedyś byłam temu przeciwna dziś cieszę się z tego, po prostu bałam się o nią, wiadomo jak każda kwoka o swe pisklęta.Ale do czego zmierzam, tu w kraju kobiety pracują na równych stanowiskach z mężczyznami są kierwowcami tzw.TIR-ów, pilotami, zajmują wysokie stanowiska w policji, bardzo dużo ich jest w armii nie ma u nas miejsca na dyskryminacje albo na to że pewne stanowiska pracy są zarezerwowane tylko dla mężczyzn, to mit tu nie ma tak jak w polsce dyskryminacji i to mi się podoba i wiesz co jest najdziwniejsze jest solidarność hm...ale czego między kobietami a mężczyznami jedni drugim bardzo chętnie pomagają,a vczsami nawet one są lepsze od Panów . Pozdrawiam Ani.
annaspyrka
🕒 20-01-2012 20:27
Ani,rozbawiłaś mnie''solidarnością jajników'',oczywiście popieram.Masz rację,ale ty żyjesz w USA,a my?...w maleńkim kraju,w którym mentalność mojego pokolenia i nie tylko jest taka -jaka jest.Młode pokolenie,nasze dzieci już to zmienia.Pozdrawiam inicjatorkę tej rozmowy,która ma kilka wątków .
Anka01
🕒 20-01-2012 21:43
Aniu zobaczysz to sama na własne oczy, ale myślę że nie będziesz już zdziwiona jak ja byłam na początku, już będziesz o tym wiedzieć, to już nie bawem.A czy naszym dzieciom to się uda ta zmiana, nie myśle aby tak było to będzie trwać latami, może naszym wnukom, ale wtedy nas już nie będzie! Pozdrawiam cieplutko Ani.
annaspyrka
🕒 21-01-2012 04:00
Valdis52
🕒 21-01-2012 08:59
Z Wrocławia,gdzie w tramwaju siedziała pani tzw''moherowy beret''/?/przelecieliśmy nad tzw''silną kobietą''/?/ i wylądowaliśmy w....Ameryce.Super!!!! Pozdrawiam Wrocław,miasto mojego dzieciństwa. Waldku,lubię jak piszesz,a najbardziej teksty z twoim poczuciem humoru.Natomiast moim zdaniem tekst z dnia 19.01/20.23/był ...nie fajny,a poza tym jest fajna zabawa.
Anka01
🕒 21-01-2012 14:57
Moja koleżanka opowiedziała mi co przytrafiło się jej mamie.Mama wybierała sie na kontrolne badania do ginekologa,wiec poszła sie oczywiście umyć a przy okazji trochę psiknąć we wiadome miejsce dezodorantem żeby pachnieć.Pan doktor kazał sie jej rozebrać i usiąść na kozetkę,kiedy do niej podszedł uśmiechnął się pod nosem i stwierdził : ale się pani wystroiła : potem ja zbadał kazał sie ubrać przepisał co należy i wyznaczył następny termin wizyty . Po powrocie do domu mama opowiedziała mojej koleżance o wizycie i o tym że doktor tak jakoś dziwnie sie śmiał.Moja koleżanka była trochę zdziwiona no bo niby z czego może śmiać się ginekolog podczas badania, ale po chwili pyta swoja mamę ;a jakim to ty się dezodorantem psikałaś : a ona na to : tym co stał na szafce:moja koleżanka nie mogła opanować śmiechu kiedy sie trochę uspokoiła wyjaśniła swojej mamie z czego śmiał sie lekarz; na szafce stał nie dezodorant ale lakier do włosów z brokatem.wcale się mu nie dziwie to musiało super wyglądać ......
afrodyta39
🕒 29-05-2012 13:21
Popatrz nie wiedziałam ,że takie rzeczy są w necie, ponieważ ja znam tą historię ale od znajomej mojej babci, która mi ją opowiadała kilka lat temu . To prawdziwa historia, która miała miejsce w Łodzi w łódzkim gabinecie....Ktoś musiał po wysłuchaniu tej historii ją zamieścić necie co jestem w szoku...Lecz historia jest naprawdę śmieszna i z morałem....
misiaczki0208
🕒 29-05-2012 13:27
a mnie temat taki co do wieku to rozśmiesza gdzie nie zacząc jakis wątek to piszecie same o starych babach itp kobietki jestescie tu wszystkie super co kogo obchodzi wiek pozdrowionka a opowiadania sa świetne fajnie sie posmiałam
kapiszonka
🕒 29-05-2012 13:33
Ostatni wpis: 6 minut temu
Wygrałem w konkursie Top Tapety (pob_wys)
Dodałem zdjęcie do albumu [link]
Moja tapeta została dodana [link]
Moja tapeta została dodana [link]
Moja tapeta została dodana [link]Ostatni wpis: 6 minut temu
Tapeta z największym współczynnikiem wyświetleń/pobrań: Młyn wodny wśród zielonych drzew nad rzeką, dodana przez Malgosia16 Gratulujemy!
Tapeta z największą ilością pobrań: Młyn wodny wśród zielonych drzew nad rzeką, dodana przez Malgosia16 Gratulujemy!
Tapeta z największą ilością wyświetleń: Młyn wodny wśród zielonych drzew nad rzeką, dodana przez Malgosia16 Gratulujemy!
Tapeta dnia wybrana !! Wygrała tapeta Ptak, Sowa, Miodowe, Oczy [LINK], dodana przez thean Gratulujemy!!
basikp3 011 punktów
Ewa152 193 punktów
thean2 078 punktów
GraGorek1 878 punktów
tebum271 717 punktów
zobacz więcej...