REKLAMA
Ostatni wpis: 9 minut temu

verseau Mój nowy komentarz do tapety [link]

jurek84 Mój nowy wpis do użytkownika AniolMilosci [link]

wenus Mój nowy wpis do użytkownika gosiaczek241282 [link]

Piksel002 Mój nowy wpis do użytkownika thean [link]

Bluszcz8888 Mój nowy wpis do użytkownika gosiaczek241282 [link]

Forum > Hyde Park > HISTORIE Z ŻYCIA WZIĘTE
Autor
Post



afrodyta39


Dodany:28-09-2011 12:29, wejść:1973

Zapraszam do lektury i do dodawania opowieści opartych na faktach autentycznych.


bilet miesięczny

Jadąc do pracy tramwajem zorientowałam się, że skończył mi się bilet miesięczny. Biletów nie miałam, ale stwierdziłam na pomysł, że przejadę 3 przystanki i wysiądę w miejscu, gdzie od razu kupię bilet miesięczny, a potem wsiądę w następny tramwaj, który powinien teoretycznie przyjechać jakieś 7 minut później.

Wysiadłam, kupuję bilet i widzę, że ten cholerny tramwaj przyjechał za wcześnie. Ruszyłam w jego kierunku , ale oczywiście tramwaj odjechał. Niestety czekając na kolejny na 100% spóźniłabym się do pracy. Na szczęście niedaleko był postój taxi, więc pobiegłam w stronę najbliższej taksówki i zaczęłam się dobijać, bo drzwi były zamknięte od środka (kretyństwo, w taksówce). Szarpiąc za klamkę darłam się:
"Błagam, niech pan mnie wpuści!!!",
facet otworzył, władowałam się do środka i grzebiąc w torebce, szukając portfela mówię:
"Za tamtym tramwajem! Ale już!".
Podnoszę głowę i pierwsze co widzę, to policyjna czapka na desce rozdzielczej, a przede mną...
DWÓCH policjantów.

Moja mina pewnie bezcenna, głupio mi było, ale:
1. dostarczyłam panom rozrywki
2. podwieźli mnie do tego nieszczęsnego tramwaju.

************************

Blondynka

Ta historia zdarzyła się na prawdę jakieś parę lat temu i do dziś wywołuje salwy śmiechu. Otóż pewnego dnia z Grażynką blondynką grałam na kompie w bilard. Była jej kolej i już już bila wpadła do 'dołka' ale zatrzymała się tuż przed,a kuzynka co zrobiła?
Potrząsnęła monitorem;)

opowiadam to kumpeli ,także blondynce , a ona na to z poważną miną
'i co,wpadła?'.:-D
Leżałam na asfalcie przez dobre pół godz. I jak tu nie wierzyć stereotypom?




afrodyta39
Dodany:28-09-2011 12:32

Patrz, gdzie siadasz;)

Moja koleżanka, jak co dzień, czekała na transport do pracy, w postaci samochodu osobowego, prowadzonego przez jej znajomą. A, że była to późna jesień, rano było ciemno i smutno. Podjechało auto, moja koleżanka  wsiadła bez wahania. Zapina pasy i opowiada, jak przeżycia z wczesnego, jesiennego poranka. Gdy nagle...
spojrzała w lewo, na osobę prowadzącą auto. Okazało się, że był to jakiś facet. Chciał po prostu spytać o drogę. Ale wysłuchał jej spokojnie, chyba z uwagi na to, w jakim był szoku. Ona też...;)


afrodyta39
Dodany:28-09-2011 12:52

Anegdotka o wężu

Historia wydarzyła się koleżance. Dziewczyna hodowała pytona (pytony nie maja kłów jadowych, czy jak tam to się nazywa) . Wąż był już dość spory i nie trzymała go w żadnym specjalnym terrarium tylko luzem w mieszkaniu. Wąż snuł się w po domu, wylegiwał na meblach i parapetach.

Ale pewnego dnia przestał jeść. Po kilku dniach jego głodówki zaniepokojona właścicielka zabrała go do weterynarza. Ten obejrzał i powiedział, że wygląda na zdrowego. Koleżanka zabrała go do chaty, ale sytuacja jeszcze przez kilka dni się utrzymywała - dalej nie jadł. Pewnej nocy obudziła się i zobaczyła go obok siebie na łóżku swojego węża wyciągniętego wzdłuż niej jak kij od miotły. W pierwszej chwili przestraszyła się, że zdechł, ale okazało się, że żyje.

Następnego dnia zabrała go znowu do weterynarza i opowiedziała, ze dalej nie je, a poza tym wspomniała o dziwnej sytuacji w nocy. Dzięki wyjaśnieniom weterynarza okazało się, że pytony właśnie w taki sposób mierzą czy są wystarczająco długie, żeby połknąć swoją ofiarę. : ) Łatwo się domyśleć, dlaczego przestał jeść...


beti0x
Dodany:28-09-2011 12:53

Zdrada..

Na tydzień przed naszym ślubem mój narzeczony oznajmił mi, że nie może się  ze mną ożenić, ponieważ kocha inną, a do tego spodziewają się dziecka. Poczułam się taka bardzo oszukana i zraniona, nie mogłam uwierzyć w to co próbował mi wytłumaczyć. W złości przeklęłam i jego i jego całą rodzinę..Jeszcze podczas naszego rozstania krzyknęłam za nim: „Niech Cię diabli! Niech Cię spotkają wszystkie najgorsze nieszczęścia tego świata łącznie z bolesną śmiercią!”. Później wielokrotnie stawałam w domu przed lustrem i przypominałam sobie tą scenę. Dużo później przekonałam się, że jednak mama miała rację... Nie wolno rzucać słów na wiatr.

Kolejne tygodnie były dla mnie bardzo ciężkie. Musiałam zająć się odwoływaniem przyjęcia, dzwonieniem do gości i informowanie ich, że ślub się jednak nie odbędzie. Później musiałam jeszcze odwołać cudowny miesiąc miodowy i wrócić do pracy, w której wszyscy wypytywali mnie o wrażenia ze ślubu. Każdy dzień był dla mnie męką.

To wszystko wzmacniało we mnie tylko nienawiść jaką czułam do byłego. Klnęłam na niego każdego dnia. Ale potem się opamiętałam, zwłaszcza, że zaczęły mnie dochodzić niepokojące wieści. A to mój były potrącił po pijaku jakiegoś rowerzystę, prawie wyrzucili go z pracy za to, okradli go w mieszkaniu. A wszystko w niewiarygodnie krótkim odstępie czasu... Zaczęłam się zastanawiać, czy może to moja klątwa tak podziałała.

Nie zastanawiałam się jednak długo, ponieważ wkrótce dowiedziałam się, że dziewczyna z którą był poroniła. Przez przypadek spotkaliśmy się później na ulicy. Był zły, mówił, że powinnam być zadowolona skoro spełniła się klątwa, którą na niego rzuciłam. Powiedziałam tylko, że bardzo mi przykro, bo co więcej miałam mu powiedzieć.

Sama zaczęłam się zastanawiać nad słowami, które wypowiadałam na niego w złości. Śmierć jego dziecka to była właśnie ta najboleśniejsza śmierć, której mu życzyłam. Kiedy odchodził powiedział mi jeszcze, że odkąd się rozstaliśmy nic nie układa się u niego w życiu... A ja mu powiedziałam, że mogę przyjąć na siebie całą tą klątwę...

I znów niepostrzeżenie rzuciłam słowa na wiatr... swojego rodzaju klątwę, która teraz zaczęła się spełniać ale na mnie. Kilka dni później zachorował mój pies, i zdechł w wielkich mękach. Nie mogłam patrzeć, jak cierpi przez ostatnie dni. Widać było po nim, że jest mu ciężko. Nie minął nawet tydzień od śmierci psa, kiedy poślizgnęłam się na chodniku i złamałam nogę.

Miałam teraz mnóstwo czasu, siedząc w domu z nogą w gipsie, aby zastanowić się nad tym co zrobiłam. Jak to możliwe, żeby moja słowa miały aż takie odbicie w życiu... Przecież to tylko słowa. Kiedy po chorobowym wróciłam do pracy, okazało się, że jedno ze stanowisk musi być zlikwidowane i padło oczywiście na moje. Tego było już zdecydowanie za wiele! Tyle nieszczęść w ciągu zaledwie kilku miesięcy!

Pracuje w knajpie jako kelnerka. Bezskutecznie szukałam pracy przez ostatnich kilka miesięcy. Zaczęło brakować mi pieniędzy, musiałam zamienić mieszkanie na mniejsze i sprzedać samochód. Minął zaledwie rok od naszego niedoszłego ślubu, a ja tak bardzo żałuje wypowiedzianych wówczas słów... Tak bardzo chciałabym cofnąć czas i zdjąć ze wszystkich klątwę, którą sama rzuciłam.


beti0x
Dodany:30-09-2011 20:41

Och, ten alkohol...

Urlop zapowiadał się cudownie. Jednak od początku Wojtek zachowywał się bardzo dziwnie. Nigdzie nie pozwalał mi wychodzić. Miałam urlop, ale nie czułam tego wcale.Przeciwnie, sprzątałam dom, gotowałam obiady. Nie było to zbyt miłe. Zamiast odpoczywać pracowałam jeszcze więcej. Jednak milczałam. Bałam się sprzeciwić. Między nami nie układało się ostatnio najlepiej, nie chciałam pogarszać sytuacji.

Ale w pierwszym tygodniu Wojtek zrobił imprezę. Oczywiście samo szykowanie przyjęcia spadło całkowicie na mnie. Zanim się zaczęło byłam już bardzo zmęczona i nie miałam na nie najmniejszej ochoty. Zresztą na nic jej nie miałam ostatnio. Mój chłopak zaprosił znajomych. Niestety moje przeczucia się sprawdziły. Wojtek zachowywał się okropnie. Ciągle pił i mnie obrażał. Czułam się upokorzona, a znajomi niezręcznie. Spotkanie szybko się skończyło, goście wyszli zaraz po północy. Wojtek również wyszedł i nie było go dość długo. Wrócił bardzo pijany i zrobił awanturę bez powodu. Wtedy wydawało mi się, że to normalne. Przecież każda para ma swoje słabe dni. I tak to widziałam. Szybko się pogodziliśmy i zapomnieliśmy o całej sytuacji.

Jednak kilka dni później sytuacja się powtórzyła. Dzień jak każdy inny, zaczął się zwyczajnie, bo co można robić innego w wakacje niż leniuchować. Cały dzień siedziałam sama. Nie wiedziałam gdzie jest i co robi. Wrócił późno i domagał się kolacji. Był bardzo pijany. Zaczął mi rozkazywać. Zdenerwowana odmówiłam zrobienia mu kolacji. I to był mój błąd. Przestał nad sobą panować i uderzył mnie w twarz. Wyzywał, szarpał za włosy i groził. Uciekłam do łazienki. Niestety szybko sobie poradził z zamkiem w drzwiach. Wyciągnął mnie z łazienki i zaczął ciągnąć za włosy po podłodze.

Awanturę usłyszeli sąsiedzi i to oni zadzwonili na policję. Policjanci przyjechali dosyć szybko, ale nie byli zbyt mili, spisali zeznania i zabrali Wojtka do izby wytrzeźwień. Siedziałam i trzęsłam się ze strachu. Nie wiedziałam, co zrobić. Pytałam samą siebie: „za co mnie to spotkało?”. Jeszcze tej samej nocy pojechałam do mieszkania mojej przyjaciółki. Myślałam, że to już koniec. Że owszem kłóciliśmy się wcześniej, ale nigdy mnie uderzył.

Po tygodniu sytuacja się unormowała. Dzwonił do mnie kilka razy dziennie. Przepraszał, błagał o wybaczenie. Był tak przekonujący i kochany. Moje wcześniejsze zarzekania się nie były na tyle silne. Sama nie wiem dlaczego, ale mu wybaczyłam. Moja przyjaciółka długo starała się mnie przekonać, abym została u niej. Ale ja byłam zaślepiona miłością. Sytuacja nie uległa wielkiej przemianie. Ciągle się kłócimy. Dostało mi się kilka razy. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czemu się na to godzę. Być może to przywiązanie, być może miłość. Czasami mam chęć wszystko zostawić. Uwolnić się. Nie umiem jednak podjąć decyzji. Tkwię w związku bez wyjścia. Albo tak mi się wydaje.

Wojtek bardzo niechętnie rozmawia o tych wydarzeniach. Rano zachowuje się jak gdyby nigdy nic. Kiedy zaczynam z nim rozmowę, denerwuje się i pocą mu się ręce. Twarz czerwienieje i popada w złość. Przyznaje się, że wielu rzeczy z tego wieczoru nie pamięta, ponieważ był pijany . Mówi, że żałuje tego, co zrobił, że to się więcej nie powtórzy. Zwala winę na alkohol... I tak jest coraz częściej.


afrodyta39
Dodany:30-09-2011 21:19

Powyższa historia jest smutna,niestety wiele kobiet na własne życzenie ma takie życie,nie potrafią odejść i powiedzieć dość swojemu katu.

beti0x
Dodany:30-09-2011 22:14

Przecież alkoholik już się nie zmieni, całe życie będzie miał pociąg do pijaństwa. Niby to całą winę zwala na wódkę, gorąco obiecuje poprawę, a za kilka dni znowu to samo i tak w kółko. Znam wiele  kobiet żyjących w takich "toksycznych związkach" i często zastanawiam się, na co one czekają, czy wierzą w to, że będzie lepiej, że mąż/partner przestanie pić? A może po prostu boją się, nie mają odwagi odejść lub też wstydzą się, "co to nasi dobrzy sąsiedzi powiedzą" (jak to często bywa)? Lub też kochają za mocno... KOBIETY ODWAGI!

Anka01
Dodany:01-10-2011 16:22

''Bez ciebie żyć nie mogę, z tobą nie mam siły'' jest nadzieja ,uzależnienie materialne,uzależnienie psychiczne...itd.,to chyba nałóg z którego trzeba mieć siłę wyjść i zostawić ''toksyczny związek''.Pozdrawiam

Anka01
Dodany:01-10-2011 16:29

Marzena,ale się pośmiałam,super koleżanki masz.

Valdis52
Dodany:02-10-2011 01:12

I oczywiście w toksycznych związkach tkwią tylko kobiety.
Takie biedne i poszkodowane.
No dobra niech wam będzie. Ja i tak wiem swoje.

afrodyta39
Dodany:02-10-2011 10:49

Statystycznie kobiety cześciej żyją w toksycznych związkach niż mężczyźni.Częściej są bite,poniżane itd.chyba temu Waldek nie zaprzeczysz?


karolla007
Dodany:02-10-2011 14:19

W toksycznych związkach nie tkwią same kobiety,jest wielu mężczyzn którzy są bici,nachodzeni przez kobiety.Nie tylko mężczyźni popadają w alkoholizm...

Anka01
Dodany:02-10-2011 16:05

Oczywiście,że tak jest,kobiety piją,biją mężczyzn,szantażują,wykorzystują materialnie ..itp.Myślę,że mężczyzna ma łatwiejszą drogę odejścia. Waldek  brawo za komentarz''szuka słonia'' uśmiałam się ,z tobą partnerka ma wesoło.

beti0x
Dodany:02-10-2011 21:32

Nie twierdzę, że tylko mężczyźni  są tą "gorszą stroną", że tylko oni są alkoholikami, że tylko oni poniżają płeć przeciwną, niektóre kobiety to też niezłe ziółka, potrafią "wyczyścić" facetów do dna. |I tak, jak pisze Ania, również uważam, że mężczyźnie chyba jakoś łatwiej jest odejść, nie wiem, może decyduje tu silniejszy charakter, poczucie własnej wartości, silniejsza psychika..

beti0x
Dodany:02-10-2011 22:18

Dla przykładu o walce kobiet z alkoholizmem  pewna historia " z życia wzięta"...

Marta nigdy nie przypuszczała, że może ją dotknąć właśnie TEN problem. Od alkoholu zawsze stroniła – wychowała się przecież w atmosferze ciągłego lęku przed pijanym ojcem. A ojciec pił przez całe dzieciństwo Marty. Po wódce był agresywny, razem z matką musiały się przed nim chować po kątach. Nawet po jego śmierci wracały do niej nocne koszmary, w których pojawiała się wykrzywiona ze złości twarz ojca. Kiedy się budziła, oddychała z ulgą, że to był tylko sen.
 
Bardzo się bała, żeby nie poślubić mężczyzny z problemem alkoholowym. Wiedziała, że często tak się dzieje w przypadku DDA – Dorosłych Dzieci Alkoholików, które nieświadomie jako dojrzali ludzie wybierają na partnerów osoby, powielające zachowania rodziców w dzieciństwie.
Na szczęście, Adamowi było daleko do rozładowania napięć przy pomocy alkoholu i kłótni. Był porządnym człowiekiem, ceniącym nade wszystko dom i rodzinę. Przez kilka lat starali się o dziecko. Niestety, Marta nie zachodziła w ciążę. Po pewnym czasie doszli do wniosku, że widocznie tak im pisane. Kupili sobie psa, którego obdarzyli miłością, i który stał się namiastką własnego, niemogącego przyjść na świat dziecka.
Marta była szczęśliwa. Myślała, że tak już będzie zawsze. Przeliczyła się, bo po pięciu latach małżeństwa Adam niespodziewanie zachorował. Rak, i to od razu ten najgorszy, bez dużych szans na przeżycie. Walczył z chorobą pół roku. Kiedy zmarł, Marta się załamała. Całymi wieczorami siedziała wpatrzona w jeden punkt. Po miesięcznym zwolnieniu musiała jednak wrócić do pracy.
Pewnego dnia postanowiła uśmierzyć ból przy pomocy butelki. Pierwszy łyk alkoholu był zabójczy – wódka jej nie smakowała, za to była skuteczna. Zatykając sobie usta, Marta piła dalej. Z zaskoczeniem spostrzegła, że w stanie zaburzonej świadomości ból po utracie męża staje się mniejszy. Właściwie jest nadal, tyle, że jakby mniej ją obezwładnia. Po kilku tygodniach zamieniła wódkę na wino. Było łagodniejsze w smaku, a na rauszu życie stawało się bardziej do zniesienia.
Alkohol stał się częścią życia Marty. Piła zawsze w samotności, zawsze po pracy, wyłączając wtedy telefon i nie odbierając domofonu. Rano, jak gdyby nigdy nic, wstawała, nakładała na twarz makijaż i wędrowała do pracy. W firmie marzyła o jednym – żeby wrócić do domu i się napić. Po pół roku poranki stały się koszmarem – musiała coraz wcześniej wstawać, aby doprowadzić się do porządku po nocy spędzonej sam na sam z alkoholem. Coraz grubsza warstwa makijażu, aby ukryć podkrążone oczy i zmiętą, niewyspaną, skacowaną twarz.
Zaczęły się problemy z funkcjonowaniem za dnia. Kobiecie zdarzało się zapomnieć o ważnych terminach, robiła błędy przy naliczaniu płac. Dopiero, gdy szef wezwał ją na dywanik, zdała sobie sprawę ze swojego problemu. Miała wybór: albo zacząć leczenie albo stracić pracę.
Dużo wysiłku kosztowało ją pójście do poradni AA. Klub Anonimowych Alkoholików kojarzył się jej ze zdegenerowanymi ludźmi, takimi jak jej ojciec.
Kiedy przyszła pierwszy raz na grupę, z zaskoczeniem zauważyła, że osoby siedzące razem z nią w kółku, nie wyglądają jak ludzie z marginesu. Owszem, byli i tacy, którym alkohol niemal zżarł człowieczeństwo. Ale wśród uzależnionych znalazła też kobiety – młodsze i starsze oraz ludzi, których wygląd i elokwencja świadczyły o ich wysokim poziomie intelektualnym.
Jak wspomina, największą trudność sprawiło jej codzienne przedstawianie się: „Jestem Marta, alkoholiczka”. Myślała, że abstynencja pozbawi ją niechcianej, źle brzmiącej etykietki. Nie wiedziała wtedy, że alkoholikiem zostaje się na całe życie i że można być niepijącym nałogowcem.
Dziś Marta już trzeci rok nie pije. Nie uważa się jednak za osobę całkowicie wyleczoną z nałogu. Boi się, że TO może wrócić. Nie wie kiedy i czy na pewno, ale jest ostrożna. Z domu pousuwała wszystkie przedmioty kojarzące się z alkoholem. Szerokim łukiem omija sklepy ze stoiskami monopolowymi. I chwali samą siebie za każdy dzień w trzeźwości.

Dlaczego kobiety piją? Z tych samych powodów, co mężczyźni. Bo im źle, bo nękają je lęki, kompleksy, zahamowania. Bo dzięki promilom świat wydaje się lepszy, a one same bardziej odważne.
Różnica między alkoholizmem u obu płci polega na tym, że kobiety chowają się ze swoim nałogiem. Wstydzą się go, dlatego piją w samotności, kiedy nikt nie widzi. W skrajnych przypadkach potrafią przelewać wino czy piwo do butelek po napojach, aby nie można było rozpoznać, że raczą się alkoholem. Często też chowają go do szafek z ubraniami, na półki z książkami, żeby rodzina nie zorientowała się, że matka/żona/córka ma problem.
Mężczyznę alkoholika traktuje się najczęściej jako chorego, nieszczęśliwego człowieka. Problem kobiet alkoholiczek jest marginalizowany, bo nie ma niego przyzwolenia w naszym społeczeństwie.



Valdis52
Dodany:03-10-2011 23:12

Odpowiedź dla Afrodyty.
Piszesz o statystyce i tej nie da się zaprzeczyć.
Tak w tym przypadku masz rację.
Ale nikt nie prowadzi statystyk czy w ogóle nikt nie interesuje
się terroryzmem psychicznym czy emocjonalnym stosowanym przez kobiety.
Warto czasem było by zainteresować sie dlaczego facet zaczyna pić.
Częściej niż chciały by Drogie Panie przyznać powodem jest partnerka
tyranizująca, urządzająca codzienne aksamitne piekło, mieszająca partnera
z błotem wobec całego otoczenia i rodziny.
Ulubionym sposobem wymuszenia czegoś na partnerze jest deptanie mu po ambicji, co wiele Pań czyni z lubością. Mało który facet to wytrzyma.
Wielu głupich facetów ucieka przed tym w alkohol nie zdając sobie sprawy z tego, że daje parnerce wten sposób do ręki sznur na którym ona go powiesi.
I to na pewno odnotuje statystyka 
Jakimż wspaniałym dowodem na "nieszczęście" kobiety jest pijany mąż.
Drogie Panie jesteście wspanałymi aktorkami i mało kto nie uwierzy płaczącej kobiecie.
Tyko, że za tą wiarą nie idzie refleksja czy te łzy sa prawdziwe.
Ludzie są leniwi i kochają stereotypy bo te zwalniają od myślenia.
I Wy Drogie Panie doskonale o tym wiecie.
 

afrodyta39
Dodany:23-11-2011 22:49

W tramwaju...

Moja współlokatorka jechała tramwajem we Wrocławiu. W tramwaju siedział czarnoskóry student i na widok wsiadającej kobiety w widocznej ciąży wstał, żeby ustąpić jej miejsca. Nie zdążył jej jeszcze poprosić żeby usiadła, a sytuacje już wykorzystał jakiś stary moherowy beret. Na to student obrócił się, podchodzi do baby i mówi:
- Przepraszam, ale ja ustąpiłem miejsca tamtej Pani.
I pokazuje na kobietę w ciąży. Babka podnosi wzrok i mówi z pogardą:
- W moim kraju, to się ustępuje miejsca takim ludziom jak ja.
A on na to:
- A w moim kraju takich ludzi jak Pani to się zjada : )


Valdis52
Dodany:24-11-2011 17:38

Super historyjka !!
Nieźle się obśmiałem.
To rozumiem teraz dlaczego ostatnio"mohery" trzymają sztamę ze skinami

annaspyrka
Dodany:24-11-2011 18:05

Świetna, ale wniosek jaki mi się nasuwa to Babcia mało siedziała za młodych lat to teraz nadrabia, jednym słowem młodzi ludzie siadajcie gdzie sie da i jak długo sie da, bo na stare lata na bank będziecie stać. Pozdrawiam Ani.

robix
Dodany:18-01-2012 13:43

Takie stare baby to są wredne że szok

thean
Dodany:18-01-2012 15:23

Jasne,takie stare baby to powinny być w sezonie łowieckim odstrzeliwane ....
Hm ... jakoś dziwnie się czuję pisząc te słowa,bo nie dosyc ,że jestem starą babą, to jeszcze jestem Grażynka - Blondynka    Masakra ;(

ardat
Dodany:18-01-2012 15:30

Ale zdjęcia i tapety robisz super Grażynko!

thean
Dodany:18-01-2012 15:32

Dziękuję Iwonko , jakieś swiatełko w tunelu sie pokazało :/

ardat
Dodany:18-01-2012 15:39

Właśnie mam na pulpicie jedną z Twoich tapet! Też jestem "stara baba" ale mam to gdzieś!

thean
Dodany:18-01-2012 15:43

No ...  więc ja generalnie - też  )

Valdis52
Dodany:18-01-2012 17:08

Ej dziewczyny !! Ale mam nadzeje, że mocherów nie nosicie Że nie wspomne tu o radyjku bez głośnika, bo to już czysta perwersja.
A jeśli chodzi o ustępowanie miejsca to sam kiedyś zostałem zwymyślany od starych dziadów przez panią której ustąpiłem miejsca.
Stwierdziła, że taka stara to ona nie jest żeby jej ustępować.
Za kobitkami nie trafisz.

ardat
Dodany:18-01-2012 17:16

Do moherów to nam daleko!!! Ale masz rację- za kobitkami nie trafisz.

annaspyrka
Dodany:19-01-2012 02:01

Valdi jak je zrozumiesz to Ci psychoterapia będzie koniecznie potrzebna!Grażynka jak zwykle skromna jak prawdziwy diamencik, co do Twich tapet i zdjęć mam takie samo zdanie jak Iwonka i czekam na więcej a i jeszcze jedno dziewczyny mamy tyle lat na ile się czujemy a nie tyle na ile wyglądamy wiecie kiedy sie życie zaczyna prawdziwe? tu nie ma nic do tego kolor włosów Grażynko, o kurcze obym tylko o podstawówke się załapała. Pozdrawiam cieplutko Ani.

ewa21021
Dodany:19-01-2012 02:31

Ciekawa właśnie jestem...gdzie jest ta granica, kiedy można byłoby powiedzieć, że jest się starym...Myślę Aniu, że masz całkowitą rację. Człowiek ma tyle lat na ile się czuje a nie tyle na ile wygląda. Nieraz będąc na Manhatanie w Central Parku widzę jak młodzi ludzie "lazą" z rana z psem i mało o jego smycz się nie przewrócą...a zaraz obok biegnie babcia z dziadkiem  całkiem rzeźko , mają słuchawki z muzyką na uszach ...rozmawiają...śmieją się...No i kto wygląda na starego...? Pozdrawiam, EWA

annaspyrka
Dodany:19-01-2012 03:40

Ewuniu masz,  racje ale przecież tu jest to norma!Astare dziewczyny może być tylko drzewo ale nie my! Pozdrawiam Ani.

Valdis52
Dodany:19-01-2012 09:14

Oj Ani nie pisz tak o kobietach !!
Z tego co napisałaś wynika, że kobietę tylko idiota zrozumiec może.
Uważm, że to nieprawda. Fakt - jak zrozumiem to chyba w kiecke będę musiał sie przebrać. Raczej mi to jednak nie grozi.
Kobiete zrozumie chyba tylko druga kobieta i to nie zwsze.
Czasem mam wrażenie, że wy same siebie nie rozumiecie.  

annaspyrka
Dodany:19-01-2012 16:37

Valdi nie zrozumiałeś mnie, chcesz mi powiedzieć że do psychiatry tylko wariaci chodzą - to mit i sory bez urazy, ale ten co tak uważa właśnie jest idiotą!Mó mąż mawia zawsze że aby zrozumieć kobietę musi dodatkowy fakultet skończyć ale właśnie wtedy mawia będzie mu potrzebny psychiatra.W kiecke możesz się ubrać bez zrozumienia nas i tak na wiele się to nie zda  uwierz mi , między nami kobietkami jest jeszcze coś takiego jak solidarność jajników wiesz o czym mówie? Pozdrawiam cieplutko Ani.


thean
Dodany:19-01-2012 17:40

I właśnie Valdis - mam wrażenie - że to Was tak do nas przyciąga
Pomyśl tylko,gdyby wszystkie kobiety były tak mądre jak Wy, tak nieskomplikowane jak Wy i prowadziły auta tak dobrze jak Wy,byłyby facetami

Valdis52
Dodany:19-01-2012 20:23

Oj wiem Ani ! wiem! poczułem tą solidarność na własnej skórze i sporo się przy tym nauczyłem. Jeśli chodzi o psychiatrę to mam dokładnie takie zdanie jak Ty i Twój szanowny małżonek, więc w tym temacie rozumiem Cię doskonale.
A jeśl chodzi o Thean to zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości.
Nie powiem tylko o facetach, że jesteśmy mądrzy.
Gdyby faceci byli mądrzy to nie było by małżeństw. Nikt mądry nie oddaje wolności za obietnice, które moga ale wcale nie muszą się spełnić.
Niestety przewrotna natura (która chyba też jest kobietą) wmontowała w faceta popęd który mąci nawet najlepiej pracujący prosty i skuteczny charakter faceta.
 Faceci są prości w charakterze jak konstrukcja cepa, co jednak nie znaczy, że można ich traktować jak prostaków.
A tak właśnie podchodzi do nas większość tych tak zwanych ( a może tylko uważających się za takie) "Silnych Kobiet".
Sądzą, że jak wymalują się jaskrawą szminką, ubiora jak business woman i zrobią groźną lub lekceważącą minę oraz postawią niebotyczne wymagania to faceci będą im padać do nóg.
A guzik prawda !!
Znajdą się oczywiście tacy co dadza się na to nabrać, ale większośc popatrzy na taką z politowaniem i będzie omijać ją szerokim łukiem, bo po co włazić w g..... kiedy można je bezpiecznie ominąć.
Oczywiście podnosi się wtedy wrzask, że boją sie "silnych kobiet".
A czego niby mają sie bać ?!!
Poprostu postępuja logicznie z właściwą facetowi prostotą i racjonalnością rozumowania. Po co pchać się w wymagania i kłopoty kiedy można mieć to samo i życ spokojnie.
Bo co taka "silna kobieta" oferuje w zamian.?
Może zechcecie mnie biednego nieskomplikowanego faceta oświecić.
A jeśli chodzi o prowadzenie samochodu to różnice już zanikaja albo całkiem zanikły. Nowoczesne samochody sa napakowane elektronika i idiotoodporne na tyle, że rozwaga i ostrożność jaką cechują sie panie daje im na drodze przewagę.
Szczególnie widać tą przewagę na wąskiej drodze kiedy takiej jadącej perfekcyjnie, zgodnie zprzepisami i ostrożnie królowej szos nie można bezpiecznie wyprzedzić jeśli takiemu jednemu głupiemu facetowi sie śpieszy.
Życzę więc Paniom i sobie " szerokiej drogi"

ardat
Dodany:19-01-2012 22:03

Nie wydaje Ci się Waldku,że troszkę generalizujesz? Sporo jeżdżę i znam zarówno dobrych kierowców-kobiety , jak i złych- mężczyzn...I nie każda z nas jeździ samochodem "naszpikowanym elektroniką".A z sytuacją przez Ciebie opisaną spotkałam się "w drugą stronę".
Dziewczyny! Zgadzam się z Wami.Starość  to bardziej stan ducha , nie metryka. Pozdrawiam-Iwona

Valdis52
Dodany:20-01-2012 00:16

No tak Ardat możesz mieć rację. !
Domyślam się, że facet którego widziałaś jechał w kapeluszu.
Tym faktycznie nikt nie dorówna .
A ja nie generalizuję.
Pozwoliłem sobie na drobny sarkazm w imię tego co Wy Drogie Panie nazwałyście "slidarnością jajników"
Sam znam panie świetnie znajdujące sie za kierownicą. Daleko nie muszę szukać i z zaufaniem i przyjemnością siadam do samochodu ze swoja córcią.

annaspyrka
Dodany:20-01-2012 20:27

Valdi akurat wiem o czym mówisz też mam Córcie kierowce, kiedyś byłam temu przeciwna dziś cieszę się z tego, po prostu bałam się o nią, wiadomo jak każda kwoka o swe pisklęta.Ale do czego zmierzam, tu w kraju kobiety pracują na równych stanowiskach z mężczyznami są kierwowcami tzw.TIR-ów, pilotami, zajmują wysokie stanowiska w policji, bardzo dużo ich jest w armii nie ma u nas miejsca na dyskryminacje albo na to że pewne stanowiska pracy są zarezerwowane tylko dla mężczyzn, to mit tu nie ma tak jak w polsce dyskryminacji i to mi się podoba i wiesz co jest najdziwniejsze jest solidarność hm...ale czego między kobietami a mężczyznami jedni drugim bardzo chętnie pomagają,a vczsami nawet one są lepsze od Panów . Pozdrawiam Ani.

Anka01
Dodany:20-01-2012 21:43

Ani,rozbawiłaś mnie''solidarnością jajników'',oczywiście popieram.Masz rację,ale ty żyjesz w USA,a my?...w maleńkim kraju,w którym mentalność mojego pokolenia i nie tylko jest taka -jaka jest.Młode pokolenie,nasze dzieci już to zmienia.Pozdrawiam inicjatorkę tej rozmowy,która ma kilka wątków .

annaspyrka
Dodany:21-01-2012 04:00

Aniu zobaczysz to sama na własne oczy, ale myślę że nie będziesz już zdziwiona jak ja byłam na początku, już będziesz o tym wiedzieć, to już nie bawem.A czy naszym dzieciom to się uda ta zmiana, nie myśle aby tak było to będzie trwać latami, może naszym wnukom, ale wtedy nas już nie będzie! Pozdrawiam cieplutko  Ani.

Valdis52
Dodany:21-01-2012 08:59

Rany ! dziewczyny nie róbcie z nas takich szowinistów !!!!
Wcale w Polsce  nie jest tak źle i mnie samemu doskonale się pracowało z koleżankami i to w zawodzie związanym z mundurem.
Pozwoliłem sobie na niewielki sarkazm a Wy zaraz w takie poważne tony.
Wiem o równości w Stanach, ale wiem także, że wiele spraw postawione jest tam w sposób kompletnie porąbany.
Nie wypada nie być tolerancyjnym dla wszystkich i wszystkiego nawet jeśli jest to głupie i niektórzy wykorzystują tą poprawnośc do załatwiania jakichś swoich brudnych interesików.
Mój kolega wrócił do kraju z Waszyngtonu po tym jak wywalili go z roboty po oskarżeniu o molestowanie przez dziewczynę która konkurowała z nim o stanowisko.
A molestowanie polegało na tym, że powiedział jej w biurze, że ładnie wygląda.
Bez trudu wybronił sie ze sprawy, ale ile wyrwali od niego adwokaci i ile nerw naszrpał to tylko On wie.
Do  roboty oczywiście nie wrócił mimo,  udowodnienia, jaki cel miało oskarżenie.
Laska poszła na kolacje z szefem i pozostała managerem.
Powiedział, że w takim porąbanym kraju żyć nie chce.
Teraz mieszka w Niemczech.
A jeśli juz mówicie o dyskryminacji to pojawiają się jej ślady - a i owszem, ale w drugim kierunku. Powyżej podałem przykład. 
W imię tolerancji i równości przegina sie pałę w druga stronę.
Jaka to równość kiedy tylko na podstawie gołosłownego oskarżenia łamie sie człowiekowi karierę zawodową.

Anka01
Dodany:21-01-2012 14:57

Z Wrocławia,gdzie w tramwaju siedziała pani tzw''moherowy beret''/?/przelecieliśmy nad tzw''silną kobietą''/?/ i wylądowaliśmy w....Ameryce.Super!!!! Pozdrawiam Wrocław,miasto mojego dzieciństwa.  Waldku,lubię jak piszesz,a najbardziej teksty z twoim poczuciem humoru.Natomiast moim zdaniem tekst z dnia 19.01/20.23/był ...nie fajny,a poza tym jest fajna zabawa.

afrodyta39
Dodany:29-05-2012 13:21

ELEGANTKA

(zaczerpnięte z netu)

Moja koleżanka opowiedziała mi co przytrafiło się jej mamie.Mama wybierała sie na kontrolne badania do ginekologa,wiec poszła sie oczywiście umyć a przy okazji trochę psiknąć we wiadome miejsce dezodorantem żeby pachnieć.Pan doktor kazał sie jej rozebrać i usiąść na kozetkę,kiedy do niej podszedł uśmiechnął się pod nosem i stwierdził : ale się pani wystroiła : potem ja zbadał kazał sie ubrać przepisał co należy i wyznaczył następny termin wizyty . Po powrocie do domu mama opowiedziała mojej koleżance o wizycie i o tym że doktor tak jakoś dziwnie sie śmiał.Moja koleżanka była trochę zdziwiona no bo niby z czego może śmiać się ginekolog podczas badania, ale po chwili pyta swoja mamę ;a jakim to ty się dezodorantem psikałaś : a ona na to : tym co stał na szafce:moja koleżanka nie mogła opanować śmiechu kiedy sie trochę uspokoiła wyjaśniła swojej mamie z czego śmiał sie lekarz; na szafce stał nie dezodorant ale lakier do włosów z brokatem.wcale się mu nie dziwie to musiało super wyglądać ......


misiaczki0208
Dodany:29-05-2012 13:27

Popatrz nie wiedziałam ,że takie rzeczy są w necie, ponieważ ja znam tą historię ale od znajomej mojej babci, która mi ją opowiadała kilka lat temu . To prawdziwa historia, która miała miejsce w Łodzi w łódzkim gabinecie....Ktoś musiał po wysłuchaniu tej historii ją zamieścić necie co jestem w szoku...Lecz historia jest naprawdę śmieszna i z morałem....

kapiszonka
Dodany:29-05-2012 13:33

a mnie temat taki co do wieku to rozśmiesza gdzie nie zacząc jakis wątek to piszecie same o starych babach itp kobietki jestescie tu wszystkie super co kogo obchodzi wiek pozdrowionka a opowiadania sa świetne fajnie sie posmiałam
Dodaj Odpowiedź
REKLAMA
Napisz mi żebym spadał, żebym dał Ci spokój, że już nic dla Ciebie nie znaczę. Będzie mi łatwiej nie myśleć, nie czuć nic, pogodzić się z tym, że tak jest... Ale błagam Cię nie milcz bo niszczę się nadzieją, że może jeszcze się odezwiesz...

Włącz

0.0309 sekundy, Godzina: 00:49:00, MEM:3285.85 KB