Tomas Tranströmer
Otwarte okno
Goliłem się pewnego poranka
przy otwartym oknie
na pierwszym piętrze.
Włączyłem maszynkę.
Zaczęła warczeć.
Warczała głośnie, głośniej.
Głos stał się rykiem.
Zogromniała jak helikopter
i głos – pilota – przenikał
przez ryk, wrzeszcząc:
„Otwórzcie wszyscy oczy!
Widzicie to ostatni raz”.
Wzbiliśmy się w górę,
lecąc nisko ponad latem.
Tak wiele rzeczy, które kochałem, czy nic nie znaczą?
Tuziny dialektów zieleni.
Zwłaszcza czerwień drewnianych ścian domków.
Żuki, które błyszczą w nawozie, w słońcu.
Piwnice wyrwane w górę za korzenie
ruszyły przez powietrze.
Działanie.
Maszyny drukarskie pełzały.
Właśnie teraz jedynie ludzie
trwali w bezruchu.
Zachowując minutę milczenia.
Zwłaszcza umarli na cmentarzu
trwali nieporuszeni
jakby pozując do zdjęcia w zaraniu aparatu fotograficznego.
Leć nisko!
Nie wiedziałem jak
odwrócić głowę –
żeby widzieć obie strony
jak koń.
25-03-2018 10:45
Odpowiedz